Anatomia skandalu recenzja serialu Netflixa
4/10
Recenzja serialu Netflixa "Anatomia skandalu"
in

“Anatomia skandalu” – sezon 1 – recenzja serialu

Zwiastun serialu

Czy to już gwałt, czy jeszcze kochanie? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć “Anatomia skandalu”, ale robi to skandalicznie anemicznie.

“Anatomia skandalu” miała wszelkie predyspozycje, aby być kolejną wielką rzeczą od Netflixa. Prozę autorstwa Sary Vaughan na język telewizji przetłumaczył znany z licznych dramatów sądowych David E. Kelly przy współpracy z Melissą James Gibson. Vaughan nie jest autorką znikąd. Była dziennikarka The Guardian niejednokrotnie w swoich książkach podejmowała temat nadużywania władzy czy instrumentalnego traktowania kobiet. Tutaj te dwie lotne i rozpalające społeczeństwo kwestie znalazły się w parze.

Z kolei Kelly nie tylko dał światu “Ally McBeal”, “Kancelarię adwokacką”, “Orły z Bostonu” czy “Goliata”, ale również “Wielkie kłamstewka”, “Mr. Mercedesa”, “Od nowa” i “Dziewięcioro nieznajomych”. Lista jest długa. Z kolei Gibson pracowała między innymi nad “House of Cards” oraz “Zawodem: Amerykanin”. To doborowe towarzystwo uzupełniła S.J. Clarkson na stołku reżyserskim – znana z głównie z kręcenia seriali pokroju “Sukcesji”, “Collaterala”, “Jessiki Jones”, “Orange is the New Black” czy “Banshee”. W portfolio ma wiele solidnych produkcji, jak i olbrzymie hity.

Chociaż serial obejrzałem już jakiś czas temu, to nie mogłem usiąść i skończyć recenzji.

Wszystko przez to, że nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego to tak bardzo nie wyszło? Ciągle nie mogę, ale musiałem zabrać się do roboty i recenzja, która kilka dni temu dostała wstęp, powinna otrzymać zakończenie. Może właśnie w ten sam sposób do swojej pracy podeszli twórcy dziś opisywanego potworka. Nie będę dalej zgadywał.

Anatomia skandalu recenzja
James za każde kłamstwo musiał w dzieciństwie dostawać cukierek. To znaczy, że James uwielbia cukierki

Mój zawód jest tym większy, gdyż nie miałem wielkich oczekiwań wobec tej produkcji. Włączyłem ją z zupełnie otwartym umysłem, bez uprzedzeń, z ciekawości i dla zabicia czasu. Dopiero po obejrzeniu zacząłem grzebać w informacjach dotyczących twórców i przecierałem oczy ze zdziwienia, iż z takim doświadczeniem, takim tematem, wyszło, jak wyszło, czyli nie wyszło.

Widowisko opowiada o wyjątkowo dwulicowym torysowskim polityku.

W tej roli znany z “Homeland” Rupert Friend, który – jak powiada młodzież – jest klawym aktorem. Jego bohater to jeden z tych konserwatystów, który głosuje przeciw aborcji, a najchętniej coś by wyskrobał i jeszcze podczas skrobanki mówił o wartości życia tak zajmująco, że wielu jego zwolenników biłoby mu brawo.

Okazuje się, że świecący przykładem James Whitehouse zapomniał się i zdarzyło mu się zdradzić żonę (w roli Sophie, czyli pani Whitehouse’owej, wystąpiła Sienna Miller). Kochanka była jego podwładną i niekoniecznie był to jeden czy dwa skoki w bok, a kilka skoków więcej.

Anatomia skandalu online
Sophie z przyjemnością rozsiadła się w bańce. Gdy ta pękła, a Sophie z hukiem uderzyła o twardą ziemię, była albo w takim szoku i w takim zaprzeczeniu, że jeszcze długo nie mogła rozpoznać, że jest cała połamana i mocno krwawi

Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że była kochanka oskarża go o gwałt. To, co on wziął za namiętny seks w windzie, jest niekoniecznie tym samym dla Olivii (Naomi Scott). Zaczyna się dramat sądowy i próba dotarcia do prawdy. Fakty chce odkryć nie tylko sąd czy opinia publiczna, ale przede wszystkim żona Jamesa, która nie chce rozbijać rodziny i staje u boku męża, aczkolwiek z czasem zaczyna rozpoznawać jego prawdziwą naturę, której istnienie wypierała.

James mógł nawet coś do kochanki poczuć. Przynajmniej tak mówi w sądzie, ale wiadomo, że w sądzie nie mówi się prawdy, bo prawda nastręcza samych problemów. On ma w nawyku kłamać. Praktycznie całe jego życie oparte jest na przemilczeniach, półprawdach i całkowitych nieprawdach, i nie boi się w swoje kłamstwa wciągać innych.

“Anatomia skandalu” stawia dobre pytania, niemal bywa głęboka, ma zadatki, ale robi to wszystko w stylu tak żenującym, że bardzo szybko przestałem być ciekaw odpowiedzi i darowałem sobie zgłębianie drugiego dna.

Przeciętny scenariusz, jednowymiarowi, niezbyt przekonujący bohaterzy i dziwaczne zabiegi narracyjne wmieszano w zalatującą tanizną warstwę realizacyjną. Twórcy, zamiast zatrzymać się, spróbować stworzyć zajmujący dramat sądowy zgłębiający ważny temat społeczny, jakim jest gwałt i kwestia przyzwolenia, postawili na opowiastkę wypełnioną słabiutkimi zwrotami akcji. Momentami miałem wrażenie, że oglądam studenckie wygłupy, a nie poważny dramat.

Aktorów nie było komu prowadzić i artyści, których na ekranie lubię i cenię, wypadli niczym niezbyt zorientowani w temacie debiutanci. Ich bohaterzy nie ciekawią, nie mają w sobie niczego zajmującego, są jednowymiarowi i zarysowani nieprzyjemnie grubą kreską. Nie było najmniejszych szans, żebym pokłonił się nad losem papierowych postaci.

Anatomia skandalu Netflix
Oglądanie “Anatomii skandalu” jest tym bardziej nieprzyjemne, gdyż miałem świadomość, iż widowisko dostało solidną obsadę, scenarzystów i reżyserkę, a gra jest teatralna w negatywnym znaczeniu tego słowa, scenariusz przeciętny i jeszcze realizacyjnie serial bywa nieznośny

Ponadto nie wystarczy powiedzieć, że coś jest dramatyczne. Chciałem poczuć dramat i zobaczyć bohaterów w boleściach brodzących w swoich brudach. Nie czułem tu prawdziwego bólu, straty czy zawodu, co sprawiło, że bardzo szybko zacząłem oglądać serial kontem oka, mając nieprzyjemne wrażenie, że śledzę odcinki ckliwej telenoweli wypełnionej kompletnie niepasującymi do opowieści zabiegami estetycznymi.

Wszystko wskazywało na to, że nawet jeśli serial nie będzie porywający, to przynajmniej można go będzie oskarżyć o bycie solidnym czy chociaż ważnym. Tak się nie stało.

Chciałbym z pamięci wygrzebać coś dobrego o “Anatomii skandalu”, ale słabe momenty z taką gorliwością przykrywały te dobre, że ciężko było dokopać się do pozytywów i do głowy przychodzą mi tylko interesujące potyczki sądowe.

Anatomia skandalu serial
Chociaż kręciłem nosem podczas scen w sądzie, to były jedynymi momentami, kiedy darzyłem serial jakąkolwiek sympatią

Na szczęście “Anatomia skandalu” męczy widza tylko przez sześć odcinków. Twórcy mieli na tyle przyzwoitości, że nie przeciągnęli mnie przez to bagno dłużej. Chociaż byłbym im jeszcze bardziej wdzięczny, gdyby serial był filmem, który męczyłby krócej. A najlepiej byłoby, gdyby tej odcinkowej porażki w ogóle nie było. Strata czasu, pieniędzy i potencjału.

Dodaj nas do ulubionych

Jeśli chcecie być na bieżąco, możecie śledzić nasz Facebook, Twitter, Reddit bądź Instagram. Zachęcamy również do subskrypcji naszego kanału RSS na Feedly lub Google News. Piszcie na [email protected], gdybyście mieli jakieś pytania lub sugestie.

Recenzja serialu "Anatomia skandalu"
4/10
4/10

Werdykt

Chciałbym z pamięci wygrzebać coś dobrego o “Anatomii skandalu”, ale słabe momenty z taką gorliwością przykrywały te dobre, że ciężko było dokopać się do pozytywów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Napisał Dariusz Filipek

Redaktor naczelny. Przez lata nieszczęśliwie związany z e-commerce. Ogląda, czyta, słucha, pisze, rysuje, ale nie zatańczy. Publikował na łamach serwisów różnych i różniastych.

dziecko serial hbo max

Premiera serialu “Dziecko” na HBO Max

batman film 2022 recenzja gdzie online pl hbo max
10/10

“Batman” – recenzja filmu