in ,

SZOKSZOK

Botoks – sezon 1. – recenzja serialu Patryka Vegi

Serialowy Botoks nie przyprawi Was o obiecanego raka, ale i tak widowisko to przeciętne

Patryk Vega uwielbia silne kobiety. W Botoksie spotkacie wyłącznie takie. (ShowMax)

Służba zdrowia to syf, bród i ubóstwo, a leczą nas idioci z problemami. Tak można nakreślić cały przekaz serialowego Botoksu. Jednak wbrew jednym napiszę, iż nie ujrzycie tu prawd objawionych, a na przekór drugim dodam, że widowisko Patryka Vegi zasługuje na więcej uwagi niż ogólnopolski hejt w sieci.

Serialowy Botoks to szersze spojrzenie na rzeczy przedstawione w niezbyt pochlebnie przyjętym filmie z zeszłego roku. Serial wiele mówi o stylu pracy reżysera, który kręci dużo materiału, niekoniecznie wiedząc, co chce ostatecznie pokazać. Czego koronnym przykładem są Służby specjalne oraz PitBull. I chociaż nie jestem fanem tego typu odgrzewanych kotletów, odnotuję, iż nierozsądnie jest skreślać Botoks z góry, tylko dlatego, że kinowa wersja nie wyszła Vedze najlepiej.

Reżyser, a jednocześnie współautor scenariusza, opowiada luźno powiązane historie pięciu kobiet pracujących w różnych segmentach opieki medycznej. Mamy tu sanitariusza Marka, a właściwie sanitariuszkę zgwałconą na chwilę przed zmianą płci. Jest Daniela, której życie to hardcorowa wersja opowieści o brzydkim kaczątku – zamiast w łabędzia, przeobraża się z paskudnej lumpiary w seksowną pracownicę firmy farmaceutycznej. Życie Beaty niosącej pomoc w szpitalnym oddziale ratunkowym wywraca się do góry nogami, o ironio, gdyż sama uczestniczy w wypadku. Ginekolog Magda wykonała w życiu tak wiele aborcji, że gdy sama zachodzi w ciążę, uświadamia sobie, jak złe było to, co robiła. Chirurg Patrycję poznajemy w momencie, w którym rzuca ją mąż, gdyż według niego ma brzydką cipę.

Obserwujemy nie tylko bohaterki radzące sobie z życiowymi problemami, ale również ich przemianę oraz zemstę na mężczyznach, którzy zaszli im za skórę. Przy okazji prezentuje nam się patologie toczące służbę zdrowia.

Wszystko okraszono licznymi przerysowaniami oraz niewybredną wulgarnością. Czego po Vedze można było się spodziewać. Jednak nie czynię mu z tego zarzutu, bo serial sprawdza się świetnie jako komediodramat. Z mocniejszym naciskiem na komedię niż na dramat.

Przynajmniej w taki ton uderzały pierwsze dwa odcinki. A to tatuś i mamusia poszli na spotkanie ze świętym Piotrem, więc ich pociechy postanowiły napić się wódki i zorganizować pogrzeb jak najmniejszym kosztem. Innym razem policjant odstrzelił psa zakleszczonego w miłosnym uścisku z jego córką. Wiecie, tragedie przeplatające się z nieustającymi śmichami-chichami. Barowy to humor, ale nie ukrywam, że kilka razy się uśmiechnąłem.

Dlatego pomysł wyjściowy przypadł mi do gustu. Ot taka niepoprawna komedia, uciekająca w mocno wisielcze rejony. I gdyby tylko produkcja w tym kierunku poszła, oglądałoby się ją świetnie, w ramach nieskrępowanej, odmóżdżającej rozrywki. Niestety ten klimat zlewa się z czterema kolejnymi odcinkami, wnoszącymi do widowiska mocny dramatyzm. A pod koniec robi się z Botoksu dosyć kryminalna historia. Przez to serial gubi rytm i nie wiadomo, czym na dobrą sprawę chce być.

Vega przerzuca się straszno-zabawnymi anegdotami, zahaczającymi o medyczną creepypastę, zapominając o trzech bardzo ważnych rzeczach – wstępie, rozwinięciu i zakończeniu. Wygląda to trochę tak, jakby scenarzyści usiedli przy piwie z notatnikami, zaczęli wymyślać dziwne postacie i sytuacje, kompletnie zapominając o kręgosłupie opowieści. Ten niemal nie istnieje. Fabuła jest rozsypana, a losy bohaterów splatają się na siłę.

botoks pies
Typowa scena rodzajowa ze serialu. Botoks to zdecydowanie produkcja skierowana dla odpornych widzów dorosłych.

Większe i mniejsze afery wokół premiery filmowego Botoksu sprawnie obrzydziły mi widowisko jeszcze przed seansem. Z jednej strony mieliśmy niepochlebne opinie, a z drugiej wytworzyła się atmosfera, w której jazda po Vedze jest czymś akuratnym – czy na to zasługuje, czy nie.

Sam reżyser również narobił niepotrzebnego rabanu. Zamiast zdrowo promować swoje dzieło, toczył wojnę z każdym, komu się Botoks nie podobał (wiecie, spisek firm farmaceutycznych, internetowe trolle i tym podobne historie). Zupełnie osobną rzeczą są fanatycy, którzy obnoszą się z tym, iż serial (czy film) dobry jest, bo prawdę objawił. Chociaż prawdy w nim tyle, co w magazynie Uwaga! na TVN. Gdyby płacono nam od każdego narzekania na służbę zdrowia, najpewniej większość z nas już jeździłaby nowiutkimi Teslami. Jednak nakreślanie prawdy nie robi automatycznie serialu dobrym, bo ten przede wszystkim ma sprawnie prezentować historię. Jeśli przy okazji dobrze opisuje rzeczywistość, świetnie, ale to sprawa trzeciorzędna.

Co nie zmieni tego, że Vega nie wszystko zrobił źle. Umiejętnie gra na emocjach i nadaje produkcji takie tempo, że ciężko się nudzić. Ciągle coś się dzieje. Dlatego sześcioodcinkowy miniserial ogląda się szybko, bez czasu na ziewanie.

Od strony aktorskiej jest bardzo różnie. Na jednym biegunie mamy Olgę Błądź wcielającą się w Danielę, która zagrała bardzo fajnie. Za to jej serialowy brat, w którego wcielił się Tomasz Oświeciński, jest okazem aktorskiej nędzy. Gra tak słabo, że nie zatrudniłbym go do trzecioligowej telenoweli, by grał przez sekundę sparaliżowanego niemowę. Nawet ukrytego pod prześcieradłem.

Również o muzyce niewiele dobrego mogę napisać. Akcji akompaniuje coś przypominającego tło budżetowej gry mobilnej. Nadaje to fabule nieziemskiej slapstickowości, rodem z Flipa i Flapa. Podobnie jest z efektami specjalnymi. Jest w serialu scena, która wstrząsnęła krajem. Poaborcyjny, ledwo dychający wcześniak leży na metalowej tacy i powoli zionie ducha. Szkoda tylko, że ukazano to nie lepiej niż owianego złą sławą smoka ze serialu o Wiedźminie.

botoks noworodek taca
Przez moment żywo się zastanawiałem, czy za te efekty specjalne nie odpowiada ta sama firma…

Jednak nie napiszę, że Botoks to serial krańcowo zły. Pomimo wad, wybija się na tle rodzimych, do bólu schematycznych widowisk. Zadanie ma o tyle ułatwione, że na palcach jednej ręki potrafię wymienić produkcje, które w zeszłym roku okazały się znośne.

Mamy tu do czynienia ze serialem dla widzów oczekujących czegoś sensacyjnego. To również coś dla osób potrzebujących szybkiej telewizji, nieskrępowanej telenowelową polityczną poprawnością. I na pewno jest to rzecz dla tych, którzy nie mają problemu ze stylem Vegi.

Musicie jednak przymknąć oko na wady. Bo każda z bohaterek Botoksu zasługiwała na osobną historię lub lepszy, niepisany w pośpiechu scenariusz. Można sprytnie i ciekawie opowiadać o przeróżnych środowiskach, prezentując na ekranie wielu bohaterów. W zeszłym roku widzieliśmy, jak się to robi we Włoszech, dzięki świetnej gangsterskiej Suburrze. Jednak wymaga to wprawnego i inteligentnego pióra. Tutaj tego zabrakło. Serial miał zakusy na bycie czymś więcej niż tylko Na dobre i na złe bez pudru. Niestety ostał się jako dłuższa, nieco ciekawsza wersja słabego filmu.

Serial Botoks na ShowMaksie

Jeśli Small World to Kobiety mafii w wydaniu pedofilskim to drżyjcie narody

Small World ma być misyjny, na językach podczas światowych festiwali filmowych i 10 razy mocniejszy niż Botoks. Zostaję w domu. Więcej

Ocena końcowa
5/10
5/10

Botoks (2015) - sezon 1.

Jeśli uwielbiacie Vegę i jego prawdy objawione: warto.
Jeśli chcecie się pośmiać: można.
Jeśli oczekujecie dobrego dramatu: darujecie sobie.

Wysyłanie
Ocena użytkownika
0 (0 Głosów)

box office czarna pantera

Box office – Czarna Pantera wyrównała rekord Avatara

Netflix kwiecień 2018 - pełna lista seriali i filmów Netflixa na cały miesiąc

Netflix kwiecień 2018 – pełna lista seriali i filmów Netflixa na cały miesiąc