dragon ball gt z super heroes af
Dragon Ball GT jest najlepszą serią! (Toei Animation)
in ,

SUPER!SUPER! SZOKSZOK LOLLOL SEXYSEXY SMUTNESMUTNE WTF?!WTF?!

Dlaczego Dragon Ball GT to najlepsza seria Dragon Balla?

Większość fanów Goku i Vegety zgodnie uznaje, że najlepsze, co dał im Toriyama (i Toei) to Dragon Ball Z. To w tej serii Goku pierwszy raz osiągnął poziom Super Saiyanina, to tutaj pojawił się najbardziej ikoniczny przeciwnik – Freeza. Również tu zadebiutował Vegeta czy jego syn z alternatywnej przyszłości. Oryginalnego Dragon Balla część fanów nawet nie oglądała, Dragon Ball Super “to już nie to, co kiedyś”, Dragon Ball Heroes jest jedynie dłuższą reklamą, Dragon Ball AF nigdy nie istniało, a Dragon Ball GT to już w ogóle słabizna, na dodatek niekanoniczna. Tego typu narzekania można spotkać na większości forów poświęconych DB. Tyle, że w rzeczywistości GT to najlepsza seria cyklu. Dlaczego? O tym piszę poniżej.

Zanim jednak przejdę do porównania Zetki i GT, chciałbym osobno, tak obiektywnie jak to możliwe, ocenić każdą z serii Dragon Ball, poczynając od tej chronologicznie pierwszej.

Dragon Ball (1986-1989)

Dragon Ball
Dragon Ball (Toei Animation)

Zalety:

+ przygodowy charakter serii

+ humor

+ Smocze Kule naprawdę mają jakieś znaczenie dla fabuły

+ wynik starć jest nieoczywisty

+ niepodrabialny klimat

Wady:

– mało efektowne walki

– tylko Piccolo jest zagrożeniem globalnym

– czasami zbyt groteskowy

Tworząc Dragon Balla, Toriyama nawet nie przypuszczał, że rozrośnie się on do rozmiarów nie tyle kosmicznej co międzywymiarowej sagi. Chciał zresztą zakończyć serię już po kilku rozdziałach mangi. Tytuł jednak sprzedawał się na tyle dobrze, że wciąż tworzył. Niedługo potem powstało anime, które podbiło serca widzów na całym świecie. Choć brakuje tu epickich walk znanych z Zetki, oryginalny Dragon Ball zachowuje lekkość, zaskakuje oryginalnością przedstawionego świata i naprawdę angażuje.

Dragon Ball Z (1989-1996)

Dragon Ball Z
Dragon Ball Z (Toei Animation)

Zalety:

+ wyraziści wrogowie

+ Super Saiyanin

+ efektowne walki

+ klimat (walka na Namek, świat Future Trunksa, itp.)

Wady:

– walki ciągną się w nieskończoność

– humor gdzieś uleciał

– … podobnie jak wątek przygodowy

Zetce trzeba oddać to, co jej należne – to dzięki niej uniwersum Dragon Balla stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. To w tej serii pojawił się Vegeta, Freeza, Future Trunks, C-18, Cell czy Videl, a Goku osiągnął poziom Super Saiyanina. Żeby jednak nadążyć za wciąż pisaną przez Toriyamę mangą, Toei przedłużało niektóre walki do granic absurdu. Ich symbolem stała się kwestia wypowiedziana na Namek przez Freezę: “Planeta wybuchnie za 5 minut”. Stawiam worek fasolek senzu, że było to najdłuższe 5 minut w historii anime. Ale przeciwnicy mierzący się wzrokiem przez kilka odcinków to niejedyny mankament serii – napięcie nie jest już tak jak w pierwszym Dragon Ballu rozładowywane przez lekki humor (chyba, że za taki uznamy irytującego Mr. Satana). Poza tym niemal zupełnie zniknął motyw przygodowy – wątki niezwiązane z walką zostały ograniczone do minimum. Niektóre z tych wad naprawiono w remasterze – Dragon Ball Kai.  Jednak sprowadziło się to głównie do wycięcia dłużyzn i poprawieniu jakości, a nie dodawaniu nowej zawartości. Dla fanów Kai mamy jednak dobre informacje – według niepotwierdzonych informacji anime ma do końca roku pojawić się na Netfliksie.

Dragon Ball GT (1996-1997)

Dragon Ball GT (Toei Animation)
Dragon Ball GT (Toei Animation)

Zalety:

+ przygodówkowy klimat pierwszej serii

+ Smocze Kule są kluczowe – od początku do końca

+ Super Saiyanin 4

+ genialna ścieżka dźwiękowa

+ krótkie, ale efektowne walki

+ ostatni odcinek!

Wady:

– marginalizacja postaci drugoplanowych

– mało odcinków

Krytyka GT przywędrowała do nas z USA. A tam seria była emitowana z zupełnie inną ścieżką dźwiękową – niedorastającą do pięt oryginałowi. Między innymi dlatego tak popularne stało się przypisywanie jej roli niechcianego dziecka Toei. Zgodnie ze słowami hejterów GT nie jest kanoniczne, a Toriyama nie miał z jego tworzeniem nic wspólnego. Prawda jest jednak taka, że w Dragon Ballu nigdy nie było wyraźnego podziału na to, co kanoniczne, a co nie, a sam twórca, delikatnie rzecz ujmując, niespecjalnie się tym przejmował. Po skończeniu Zetki Toriyama nie chciał już wracać do świata Smoczych Kul – seria po prostu go nudziła. Dał się jednak namówić Toei na stworzenie kilku projektów postaci i zarysu fabuły. Odżegnywać od serii zaczął się dopiero, gdy zdecydował się na kontynuowanie mangi i anime z postaciami młodszymi niż te z finału GT. Fani do dziś narzekają, że kolejne poziomy Super Saiyanina to jedynie recolor, nie podoba się im odstawienie na bok samych Smoczych Kul i wreszcie przekonują, że dziś nie wywołuje już takich emocji. A przecież to właśnie w GT mieliśmy najoryginalniejszy design kolejnego poziomu SSJ, cudowne zwieńczenie całej historii w postaci pojawienia się złych smoków, wreszcie nieprawdopodobnie grający na nostalgii ostatni odcinek. Kto nie uronił łzy, widząc jak cały wszechświat gromadzi energię potrzebną do pokonania Omega Shenrona, czy słysząc kultowe “I na tym kończymy opowieść o smoczych kryształowych kulach”, niech pierwszy rzuci Genki-damą kamieniem. A do tego muzyka, która nigdy nie była tak dobrze dopasowana do wydarzeń i zwyczajnie wpadająca w ucho. Czy można chcieć czegoś więcej?

Dragon Ball AF

Dragon Ball AF

Zalety:

+ Super Saiyanin 5

+ rozgrywa się na przestrzeni wielu lat

Wady:

– to wciąż tylko fanfik

– nigdy nie powstało na jego podstawie anime

Chyba każdy fan pamięta jak tuż po emisji odcinka GT zaroiło się od plotek dotyczących powstania nowej serii. AF miało rozgrywać się 100 lat po pokonaniu Omega Shenrona i skupiać się na przywołaniu z zaświatów Goku w formie Super Saiyanina piątego poziomu. Choć anime okazało się dementowanym wielokrotnie fake newsem, powstało kilka naprawdę solidnych fanfików. Najważniejsze z nich to ten autorstwa Toyble (czyli… Toyotaro, który dzięki fanowskiemu projektowi zyskał uznanie samego Toriyamy i tworzy teraz mangę Dragon Ball Super) i Young Jijii. Czyta się je naprawdę dobrze i choć czasem autorom brakuje konsekwencji, dla każdego fana DB to absolutny must read.

Dragon Ball Super (2015-2018)

Dragon Ball Super (Toei Animation)
Dragon Ball Super (Toei Animation)

Zalety:

+ Beerus i Whis

+ przywrócenie do łask Roshiego, Tiena, Kuririna czy C-18 i C-17

+ ścieżka dźwiękowa

+ niektóre starcia przyprawiają o ciarki

Wady:

– śladowa ilość krwi, mniej brutalne walki

– brak poczucia prawdziwego zagrożenia

– infantylizacja Goku

Powrót do świata Smoczych Kul był dla fanów zaskoczeniem – oto nagle po wielu latach beznadziejnego, zdawałoby się, oczekiwania na kontynuację losów Goku i Vegety, wreszcie twórcy z Kraju Kwitnącej Wiśni dali im to, czego chcieli. Emisja Dragon Ball Super przyniosła jednak nie tylko radość, ale i rozczarowanie – oto bowiem w większości przekraczającym już trzydziestkę fanom ciężej było zawiesić niewiarę. Dylematy bohaterów zaczęły się wydawać naiwne, walki nierealistyczne, a zwroty akcji przewidywalne. Tyle, że taka była też Zetka. Po prostu w wieku nastu lat frajda płynąca ze śledzenia losów ulubionych postaci przysłaniała wszelkie wady techniczne. Dla dzieciaków przełomu wieków oczywistym było, że Goku naprawdę ratuje świat. Niby każdy zdawał sobie sprawę, że to tylko “chińska bajka” (jak nazywały Dragon Ball poprzednie pokolenie), jednak po cichu wszyscy próbowali zrobić Kamehamehę i śniliśmy o zebraniu siedmiu kryształowych kul. Tym, co skłoniło niegdysiejszych fanów do powrotu do świata Dragon Ball był sentyment. Na sentymencie zbudowana zresztą została cała seria – powrócili starzy bohaterowie, znów pojawił się smok spełniający życzenia, a najlepsi z najlepszych zawalczyli w Turnieju sztuk walki. Wszystko nazywało się trochę inaczej, trochę inaczej wyglądało i trwało krócej niż legendarne 5 nameczańskich minut, ale tak naprawdę to był to wciąż ten sam Dragon Ball. Narzekania fanów wynikają bodaj tylko z nieumiejętności spojrzenia na Zetkę z dystansem. To wy się zmieniliście – chciałoby się powiedzieć wszystkim krytykom – Dragon Ball pozostał taki sam. Tyle, że nie ma to większego sensu. Bo chociaż hejterzy będą przekonywać, że to na pewno ostatni odcinek, jaki zobaczyli, i tak obejrzą kolejny… I kolejny. Będą wymyślać milion argumentów mających przekonać, że Super to bajka dla dzieci (bo w jakimś sensie jest, podobnie jak Zetka) albo w jakich sferach poprzednie serie były lepsze (bo w niektórych naprawdę były). Tyle, że, kiedy nikt nie będzie widział, parskną śmiechem, gdy dumny Vegeta zaśpiewa na przyjęciu żony i wzruszą się, gdy Goku po raz kolejny uratuje świat. I może nawet raz jeszcze spróbują wypuścić Kamehamehę. Ale ostatni, naprawdę przedostatni raz.

Super Dragon Ball Heroes (2018-)

Super Dragon Ball Heroes
Super Dragon Ball Heroes (Toei Animation)

Zalety:

+ drugoplanowi bohaterowie dostają swoje 5 minut

+ oczekiwane przez fanów pojedynki

+ efektowne walki

Wady:

– niemal kompletny brak fabuły

– wszystko dzieje się za szybko

Super Dragon Ball Heroes to anime promujące bardzo popularną w Japonii grę – Dragon Ball Heroes. Jak na trochę bardziej rozbudowaną reklamę, anime ogląda się naprawdę przyjemnie. Choć fabuła zbytnio się nie klei i łatwo zgubić się w zalewie powracających zza grobu villainów, a odcinki trwają zaledwie 8 minut, Super Dragon Ball Heroes pozostaje przyjemnym spin-offem pozwalającym fanom umilić sobie oczekiwanie na nową serię.

Z zestawienia wad i zalet wynika, że najlepsza seria to Dragon Ball GT. W mojej nieskromnej ocenie tak właśnie jest. Zgadzacie się z tym wyborem? Jeżeli nie, podzielcie się swoim prywatnym rankingiem serii. Jeżeli zaś chcecie tylko ponarzekać na to, że nowy Dragon Ball nie jest tak dobry jak stary – proszę bardzo, od tego jest forum!

Co o tym myślisz? Daj znać w komentarzu. Nie zapomnij polubić nas na Facebooku i dodać do RSS lub bezpośrednio na Feedly. Jesteśmy także na Twitterze i Wykopie. Możesz również wesprzeć nas przez PayPal i zaproponować własny temat.

Polub nas na FB

joker film aktor który najlepszy najgorszy

Wybieram najlepszego filmowego Jokera – ranking 7 aktorów, którzy wcielili się w psychopatę

Recenzja pierwszego sezonu serialu The Mandalorian - sezon 1, odcinki 1-3 (Disney Plus)
8/10

The Mandalorian – sezon 1, odcinki 1-3 – recenzja serialu