in

SUPER!SUPER!

GANTZ:O – recenzja brutalnego anime z Netflixa

GANTZ:O to krwawa sieczka, japońska melodrama i wizualny majstersztyk. Recenzujemy anime dla ludzi o mocnych żołądkach.

GANTZ:O (źródło: Digital Frontier/Netflix; edycja: Popkulturyści)

Serialu anime nie oglądałem, w grę nie grałem, filmów aktorskich również nie widziałem, a kilka pierwszych zeszytów mangi zaledwie przekartkowałem z ciekawości lata temu. Tym samym z czystym umysłem podszedłem do filmu animowanego GANTZ:O, który można obejrzeć na Netfliksie i muszę przyznać, że ta przepełniona akcją makabra niesamowicie przypadła mi do gustu.

GANTZ:O to anime wykonane w technice 3DCG i jednocześnie totalna sieczka połączona z typową dla japońskich animacji wojenną melodramą wplecioną pomiędzy następujące po sobie starcia z mniej lub bardziej wyszukanymi obrzydlistwami. Film zaczyna się z grubej rury, bo już w pierwszych minutach obserwujemy grupkę śmiałków walczących w sercu miasta z olbrzymim czerwonym paskudztwem przypominającym nasze wyobrażenia o tym, jak wygląda szatan. Chociaż potwór miota dookoła samochodami z niezwykłą lekkością, jeden z członków zespołu, Kei Kurono, nie daje za wygraną. Pomimo że pozbywa się wroga, przypłaca to życiem.

Chwilę później poznajemy Masaru Kato. Nastolatek wraca do domu metrem do młodszego brata, którym się opiekuje. Na miejscu dochodzi do ataku nożownika. Masaru stawia mu opór, ale nie ma szans z ostrzem oprawcy. Szybko okazuje się, że od czasu do czasu śmierć to dopiero początek cierpień. Wybrańcy pośmiertnie są przenoszeni do sterylnego pokoju z wielką czarną kulą nazywaną Gantz. Masaru jest jednym z nich. Dowiadujemy się, iż grupki straceńców wysyłane są do walki z wszelkiej maści paskudztwami. Ich zadanie to wybić odrażające stwory do ostatniego i ujść z życiem.

Jednak to nie tylko nie będzie proste, ale muszą dodatkowo skupić się na regułach gry. Zawodnik, który zabije wystarczająco stworów i uzbiera dzięki temu punkty, będzie mógł wybrać nowe bronie na przyszłe walki. Jeśli uda mu się nabić w trakcie starć 100 punktów, będzie mógł je wymienić na odzyskanie normalnego życia lub przywrócenie do gry zawodnika zabitego podczas walki. Ponadto ich powodzenie lub porażka będą stanowiły o przyszłości największych japońskich miast.

Od tego czasu zaczyna się krańcowa masakra.

Nie jest to historia wyjątkowo mądra, a fabuła na dobrą sprawę funkcjonuje tutaj tylko po to, by pokazywać kolejne brutalne starcia. To niezwykle ostra, wręcz sadystyczna animacja. Walki w GANTZ:O są spektakularne i swą widowiskowością przypominają to, co znacie z bitwy o Nowy Jork w Avengers. Z tą różnicą, że tutaj walki są epickie, ale ginie się nie na żarty i wizualne podejście do śmierci jest bardzo mocno zarysowane, momentami wręcz chirurgiczne. Ponadto rozedrgana kamera goni tak szybko, że czasem ciężko nadążyć za kolejnymi zdarzeniami.

Pomimo całego tego napakowania widowiska walkami, zawiera ono także spory ładunek emocjonalny. Zależało mi na tych bohaterach. Nierzadko na wyrost, ponieważ jest to typowa japońszczyzna, czyli przesadzony dramatyzm pełną gębą. Bo i kto w trakcie morderczej walki o życie swoje i towarzyszy, ględziłby o stanie duszy. Mimo to, trochę wbrew sobie i zdrowemu rozsądkowi, twórcy mnie kupili.

Strona wizualna to rzecz dosyć kontrowersyjna.

W gruncie rzeczy ją uwielbiam. Jednak trzeba do niej przywyknąć. Początkowo irytuje jej plastikowy wyraz, ale z czasem o tym zapominałem i nieraz łapałem się na tym, że umykało mi to, iż mam do czynienia wyłącznie z animacją. Chociaż to ciągle rzecz, która bardziej przynosi na myśl przerywniki w grach wideo niż fotorealistyczne efekty specjalne znane z amerykańskich blockbusterów.

Przede wszystkim doceniam twórców za design potworów. Te są rozbrajająco epickie i widać, że czerpali inspiracje ze wszystkich stron świata. Nie hamowali się w swych wizjach ani na milimetr, dzięki czemu dostaliśmy wyjątkową galerię przeciwników. Od mitycznych stworzeń po totalnie odjechane przepoczwarzające się kreatury. Potwory, które widzieliście w Resident Evil to przy tym pikuś. Uczestnicy gry pozbywają się ich za pomocą futurystycznych broni rodem z Overwatcha. Techno-koszmar pełną gębą.

Ostatecznie GANTZ:O to nie jest film zbyt mądry, ale daje mnóstwo frajdy.

Szczególnie tym, którzy od czasu do czasu lubią obejrzeć na ekranie krwawą feerię i możliwie najcięższą artylerię. Jednak mam świadomość, iż nie jest to produkcja dla wszystkich. Jeśli nie szukacie wielkiej rozpierduchy i przeszkadzają Wam dziwaczne japońskie przywary narracyjne oraz wizualne, a technika 3DCG nie jest Waszą bajką, darujcie sobie. W innym razie warto widowisku dać szansę – odprężyć się i pozwolić GANTZ:O porwać bezkompromisową i krańcowo brutalną jazdą. To zdecydowanie moje nowe guilty pleasure, które w swoim dosyć wąskim nurcie sprawdza się znakomicie.

Film anime GANTZ:O w serwisie Netflix >>

Recenzja filmu anime GANTZ:O (2016)
7/10
7/10

Werdykt

Coś dla widzów, którzy lubią zatopić się w krwi i akcji. Reszta będzie zawiedziona.

smętarz dla zwierzaków film recenzja 2019 pet sematary
6/10

Smętarz dla zwierzaków (2019) – druga recenzja horroru

tijuana recenzja serial netflix meksyk
7/10

Tijuana – sezon 1 – recenzja meksykańskiego serialu kryminalnego Netflixa