Midsommar W biały dzień recenzja film horror ari aster
10/10
Midsommar. W biały dzień (źródło: A24; edycja: Popkulturyści)
in ,

SZOKSZOK

Midsommar. W biały dzień – recenzja horroru Ariego Astera

Midsommar. W biały dzień, czyli pocztówki z Piekła.

Istnieją filmy, do których nie chcę wracać nigdy, albo przez bardzo długi czas do nich nie wracałem. Na szczycie tej bardziej skali aniżeli listy, jest Martyrs Laugiera. Dziedzictwo jest niewiele niżej. Uderzało w te same tony, które rezonowały we mnie, gdy oglądałem francuską produkcję. Ari Aster nie pokazał niczego nowego w gatunku swoim pełnometrażowym debiutem. Liczyło się, JAK to zrobił. Z wyświechtanych schematów wybrał najatrakcyjniejsze z narracyjnego punktu widzenia i przefiltrował je przez duszny dramat rodzinny. Sam mówił o Dziedzictwie, że to dramat o rozpadzie rodziny powodowany żałobą, a Midsommar. W biały dzień jest jego pierwszym horrorem z prawdziwego zdarzenia.

Na marginesie, spotkałem się z opinią, że w trzecim akcie Dziedzictwa scenariusz nagle zmienia ton i tempo, ponieważ Ari Aster chciał udowodnić, że poza niewygodnymi emocjami potrafi też wbić nóż tam, gdzie trzeba. Mimo tego, w moich oczach zrobił bardzo udany i bardzo niewygodny film, szanujący klasykę.

Midsommar ma bardziej ujednolicone tempo. Reżyser rozpoczyna swoją opowieść czymś bardzo strasznym, co wstrząsa do szpiku kości Dani, protagonistkę filmu. Za tę rolę biję pokłony Florence Pugh i każdy jej następny film (Astera też) oglądam w ciemno. Załamana dziewczyna odrobinę wsparcia po tragedii znajduje w granym przez Jacka Reynora Christianie. Christian jest chłopakiem Dani, a przy tym wiecznym luzakiem, samolubem i rasowym dupkiem. Studiuje kulturoznawstwo, ale woli spędzać czas z kumplami. Na tyle, że gdy ich znajomy Szwed z wymiany studenckiej oferuje wyjazd do Szwecji na wyjątkowy festiwal przesilenia letniego, Dani dowiaduje się o wycieczce przez przypadek. Do Christiana jakoś dociera, że po takiej tragedii Dani nie powinna być sama i zabiera ją ze sobą. Pelle, wspomniany Szwed, zabiera towarzystwo do swojej rodzinnej osady. Wszyscy witają ich z otwartymi ramionami i częstują halucynogennymi grzybami. Jest piękna pogoda, ludzie dookoła świecą od pozytywnej energii, co może pójść nie tak? Ekipie studentów z początku nie wydają się podejrzane lekkie przewiewne ubiory i niezrozumiałe rytuały.

Midsommar. W biały dzień (A24)
Midsommar. W biały dzień (A24)

Ari Aster gra w otwarte karty, snując swoją opowieść powoli i nieszablonowo.

Oszukuje nas i swoich bohaterów, prowadząc opowieść w trakcie polarnego lata, mistrzowsko dawkując informacje i myląc tropy. Przykład: zgadzają się dekoracje znane ze slasherów na odludziu, ale domki o dziwnych kształtach to miejsca kultu albo pracy, w których w trakcie trwania filmu trup nie padnie długo. Sielanka, słońce nigdy tu nie zachodzi na dobre. Film kilka razy mnie tak zaskoczył i bardzo mi się to podobało.

Reżyser łamie albo trawestuje tyle schematów i klisz, że Midsommar powinno zapaść się pod tym ciężarem. Przez mistrzowskie prowadzenie postaci i kamer nic takiego się nie dzieje. Sto czterdzieści minut projekcji odczuwa się znacząco lżej dzięki śledzeniu sztuki sakralnej osadników. Piękne malunki zawierają wskazówki, ba, nawet chamskie spoilery dotyczące filmu. Parę rozwiązań fabularnych trafnie przewidziałem, ale dało mi to jeszcze większą frajdę z seansu.

Midsommar. W biały dzień (A24)
Midsommar. W biały dzień (A24)

Oscarową robotę odwala zdjęciowiec Paweł Pogorzelski. Esencją Midsommar jest uczucie towarzyszące wycieczce przez Piekło po zażyciu substancji psychoaktywnych i Polak wybornie to portretuje. Z Arim rozbrajają nasze zmysły światłem i kolorami, a gdy już nie możemy się ruszyć, będąc pod wpływem stroboskopowego danse macabre, bezlitośnie okładają nas po żebrach. Przy czym takie działanie może wywlec na wierzch wiecznie supresowane albo spychane na margines sprawy dotyczące relacji społecznych i tych bliższych domu czy rodziny. Mnie parę razy zapiekło. Ari, skurczybyku! Udało Ci się drugi raz tak zharmonizować grzebanie w lękach wdrukowanych w układ limbiczny i satysfakcjonujący fright fest, że uderzyłeś mnie w te punkty, co trzeba.

Midsommar. W biały dzień (A24)
Midsommar. W biały dzień (A24)

Midsommar gra na zupełnie innych emocjach niż Dziedzictwo i nie sponiewierało mnie… aż tak.

Jest to najpiękniejszy antyhorror, jaki do tej pory widziałem. Pod tym względem może stanąć w szranki z Kultem Robina Hardy’ego. Aster obiecał, że w Midsommar przełamie wszystkie możliwe schematy filmowego horroru. W biały dzień. Piękna robota, muszę to obejrzeć jeszcze raz.

Recenzja filmu Midsommar. W biały dzień
10/10
10/10

Werdykt

Ari Aster kolejny raz w formie.

stranger things 3 sezon recenzja netflix
8/10

Stranger Things – sezon 3 – recenzja serialu Netflixa

hbo max cena oferta biblioteka treści data premiery

HBO Max, czyli serwis spóźniony na imprezę