Mojego następnego gościa nie trzeba nikomu przedstawiać - zaprasza David Letterman
8/10
Mojego następnego gościa nie trzeba nikomu przedstawiać - zaprasza David Letterman, czyli talk show, który warto obejrzeć (Netflix)
in ,

SUPER!SUPER!

David Letterman wrócił w wielkim stylu i porwał mnie w kilkanaście sekund

David Letterman to guru w świecie talk-show. Nadawał ton i styl wieczornym rozmowom przez ponad trzy dekady. Świat lekko zadrżał, kiedy dowiedział się o tym, że został zwolniony. Wiedzieliśmy, że poradzimy sobie bez niego, ale jednocześnie mieliśmy świadomość, iż tracimy niesamowitą osobowość.

Identyfikuję się z bohaterem dzisiejszego wpisu. Od zawieszenia kariery w 2015 roku przybyło mu brody, a ubyło włosów na głowie i nie bardzo wiedział, co z sobą począć – co nas łączy. Jednak w przeciwieństwie do niego nie zaskarbiłem sobie uwielbienia milionów. Chociaż obserwując go na ekranie czułem, że w tradycyjnej formule z roku na rok odnajdywał się coraz mniej i potrzebował przemyślenia, uspokojenia i zmiany. Nie wiem, kto do kogo przyszedł – on do Netflixa, czy Netflix do niego – ale jego Mojego następnego gościa nie trzeba nikomu przedstawiać – zaprasza David Letterman to widowisko, na jakie ten showman zasługiwał od lat.

Wielka publiczność, niemal koncertowa, owacje na stojąco, muzyka – tak rozpoczyna się jego debiut na Netfliksie. To tylko przygrywka. Jego pierwszy gość to format jeszcze większy. Prezydent Barack Obama. Program zaczyna się od wymiany uprzejmości i żartów. Obaj panowie mają świetne poczucie humoru, więc widowisko ogląda się tym lepiej. Dyskutują o rodzinie, wartościach, polityce i co nieoczywiste, również o nowych technologiach. Rzeczowo i ciekawie.

Podczas rozmowy wychodzą najlepsze cechy Lettermana, których krańcowo brakuje naszym gadającym głowom. Żartuje, błyszczy, ale przede wszystkim potrafi słuchać, potrafi rozmawiać. Nie jest pozerem, a jego słowa mają sens.

Dobrze się ich słucha, ale również ubogacają. Nie sili się na tanie kontrowersje. Zamiast tego tworzy więź z rozmawiającym, dzięki czemu obserwujemy bardziej dwie osoby rozmawiające przy kawie, a nie przed setkami widzów przy scenie i milionami przed ekranami.

Czuje to również gość. W innym wypadku Obama nie nawiązałby tak szybko więzi z Lettermanem. Od anegdot z wakacji, szybko przeszli do trudów prezydentury. Były prezydent otworzył się przed prowadzącym i opowiedział, dlaczego w pewnym momencie nieco zapomniał o dialogu ze społeczeństwem, jak to było za czasów kampanii wyborczej. Miał na głowie dwie wojny i upadającą światową gospodarkę – Dodaje to człowiekowi powagi – powiedział Obama. Panowie wiedzą, z czego żartować, a o czym mówić poważnie. Ponadto widać, że Letterman odrobił pracę domową i wie, o czym dyskutuje.

Od strony realizacyjnej mucha nie siada. Na scenie mrok, asceza. Program uzupełniają materiały archiwalne i pomniejsze nagrania z prowadzącym, który prezentuje widzom tło rozmowy. Nie spodziewajcie się występów cyrkowych, ogłuszającej muzyki i wizualnych fajerwerków. Tutaj najważniejsze są słowa – szczera, rozwijająca i ciekawa dyskusja dwóch facetów na scenie. Która, co najważniejsze, gdzieś nas zabiera. Jest o czymś.

Szkoda tylko, że program tak szybko się kończy. Jednemu gościowi David Letterman poświęca niemal godzinę, co wydawałoby się wystarczającym czasem, ale wraz z napisami końcowymi powiedziałem do siebie: zostańcie jeszcze chwilkę, tak dobrze się Was słucha. To chyba najlepsza recenzja nowego talk-show Netflixa. Warto.

Mojego następnego gościa nie trzeba nikomu przedstawiać – zaprasza David Letterman na Netfliksie

Dodaj nas do ulubionych

Jeśli chcecie być na bieżąco, możecie śledzić nasz Facebook, Twitter bądź Instagram. Zachęcamy też do subskrypcji naszego kanału RSS na Feedly lub Google News. Napisz na [email protected], jeśli masz jakieś uwagi.

Mojego następnego gościa nie trzeba nikomu przedstawiać - zaprasza David Letterman
8/10
8/10

Ocena końcowa

Warto. Wracam za miesiąc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Komiks The End of the Fucking World (Charles Forsman/Fantagraphics)
8/10

Koniec jebanego świata – recenzja komiksu The End of the Fucking World

Trzęsienie ziemi w świecie mutantów Marvela

Trzęsienie ziemi w świecie mutantów Marvela