in

SUPER!SUPER!

Góra morderstw – sezon 1 – recenzja serialu dokumentalnego Netflixa

Netflix idzie w narkotyki w serialu dokumentalnym Góra morderstw. Sprawdźcie, dlaczego w cichym hrabstwie giną fani marihuany.

Recenzja serialu dokumentalnego Góra morderstw (źródło: Fusion TV/Netflix; edycja: Popkulturyści)

Jest w Stanach Zjednoczonych kraina marihuaną i zbrodnią płynąca. To hrabstwo Humboldt w Kalifornii, któremu bliżej przyjrzeli się dokumentaliści Góry morderstw. A to, co tam zastali, przechodzi niemal wszelkie pojęcie.

Powiadają, że są górki i góry, a tytułowa Góra morderstw to zdecydowanie góra piękna, ale stroma, ponieważ naiwnym i niefrasobliwym, łatwo z niej spaść. Serial, który możecie obejrzeć na Netfliksie, jest doskonałym przykładem, jak niewiele trzeba, by dzikie zezwierzęcenie wdarło się w społeczeństwo. Jedni powiedzą, że to wszystko przez marihuanę, inni stwierdzą, iż już tacy jesteśmy i tylko szukamy pretekstu, by pokazać prawdziwą naturę. Bo pogoń władz za hodowcami i handlarzami narkotyków to jedno, a drugie, że różne strony barykady od dekad niezdrowo się nakręcały. A gdzie chore ambicje i niezdrowa atmosfera, tam musowo prędzej niż później dojdzie do wrzenia.

Góra morderstw (Netflix)
Na Górze morderstw roi się od marihuany (Netflix)

Tutaj też miał być raj, a wyszło jak zwykle.

Cała przestępcza historia Humboldt zaczęła się dosyć niepozornie, bo kilkadziesiąt lat temu od hipisowskiej komuny, gdzie ważniejsze od trawy było tworzenie wspólnoty ramię w ramię, niekoniecznie w kompletnym stroju. Wiecie, miłość, kwiaty we włosach, John Lennon i te sprawy. Marihuana pojawiła się tam przy okazji. Lokalnie nikomu niewadzący narkotyk posadzony tu i ówdzie na początku pozwalał utrzymać się hipisom w dobrym nastroju. Z czasem zaczął utrzymywać ich komunę, aż stał się motorem napędowym społeczności. Okazało się, że ludzie chętnie palą, więc kupują, a w Humboldt są na hodowlę warunki i miejsca nie brakuje.

Jednak rzeczy zaczęły się sypać.

Jak zwykle do głosu doszła polityka. Rozpoczęta przez Nixona wojna z narkobiznesem była miejscami nie tylko nieskuteczna, ale przede wszystkim nieprzemyślana. Zbrutalizowany handel kokainą czy heroiną był przez władze tłamszony z równym zacięciem, co walka z małymi hodowcami konopi. Mimo to handel przynosił coraz większe pieniądze i w Humboldt nie było już odwrotu – plantacje marihuany weszły w krwiobieg społeczności, która przyciągała kolejnych entuzjastów, chcących tam w spokoju leśnej głuszy być częścią marihuanowego eldorado. Jednak obok nazbyt wyluzowanych jegomości, do hrabstwa zaczęły przybywać również mętne typy – nie z miłości do rozweselających roślinek, a dla czystego zysku, bez względu na to, co będą musieli zrobić, by utrzymać się na powierzchni. W takiej atmosferze niewiele trzeba, żeby zgotować sobie piekło w niebie. Co szczególnie kontrastuje z baśniowością lokalnej przyrody.

Góra morderstw (Netflix)
Humboldt przyciąga entuzjastów marihuany. Jednak ignorują oni fakt, że w hrabstwie bardzo łatwo jest zniknąć bez śladu (Netflix)

W takim klimacie o zbrodnie nietrudno.

Dziś po tytułowej Górze morderstw poruszają się uzbrojeni jegomoście na quadach. Przestępczość jest tu chlebem powszednim. Ludzie znikają bez śladu. Władze nie radzą sobie z rodzinami, które poszukują choćby zwłok najbliższych. I to w dobie legalizacji marihuany, która według hodowców jest – delikatnie rzecz ujmując – nieudana. Faworyzowany są wielkie koncerny, a małe uprawy ledwo przędą. Tym samym wielu woli pozostawać na nielegalu.

Restrykcje, idące w dziesiątki tysięcy wszelkiej maści pozwolenia i atesty, konkurencja, spadająca cena marihuany  – to wszystko sprawiło, że legalni plantatorzy z rozrzewnieniem wspominają stare czasy, sprzed legalizacji. Tym bardziej że nowa marihuanowa rewolucja nie sprawiła tego, co najważniejsze – odbrutalizowania tego narkotykowego sektora, który przez lata przesiąkł krwią.

Góra morderstw (Netflix)
Poraża długość listy zaginionych w hrabstwie Humboldt (Netflix)

Góra morderstw to duże obietnice, ciekawy temat, ale i sporo problemów.

W pewnym momencie nie byłem pewien, co twórcy chcą mi pokazać. Czy chcą opowiedzieć marihuanową historię hrabstwa. A może dotrzeć do faktów dotyczących przedstawianych zbrodni. Były momenty, w których wydawało mi się, że to serial traktujący o legalizacji używki. Później, że to rzecz o słabym działaniu lokalnych stróżów prawa. Ostatecznie okazało się, iż jest to serial po trochu o każdym z tych zagadnień, ale żadnego z nich wystarczająco nie zgłębia, nie analizuje dostatecznie, by poczuć, iż dokumentaliści się spisali na piątkę. To interesujące widowisko, ale też trochę traktujące o wszystkim i o niczym.

Uczucie irytacji towarzyszyło mi nie tylko przez podejście do tematu. To zostało spotęgowane przez narrację. Momentami to wygląda tak, jakby twórcy nie mieli wystarczająco materiału i wychodzili z wątkiem, później go ucinali i przechodzili do kolejnego, a za jakiś czas wracali do poprzedniego i zaczynali opowiadać zdarzenia od połowy tego, co już pokazali.

Góra morderstw (Netflix)
Wszystko zaczęło się niewinnie. Od grupy hipisów, którzy nie znosili ciuchów (Netflix)

Netflix pokazując takie widowiska, jak Góra morderstw, sprawia, iż jest platformą bezkonkurencyjną, kiedy myślimy o dokumentalistyce. Bo chociaż nie jest to serial idealny, to opowiada o interesującej sprawie. Jednak dobra historia to nie wszystko. Ważne jest również to, jak się ją opowiada. Nieco galaretowata konsystencja fabularna trochę psuje odbiór, ale nie sprawia, że nie poleciłbym widowiska osobom interesującym się narkotykowym zagadnieniem i kryminalnymi opowieściami.

Serial dokumentalny Góra morderstw w serwisie Netflix >>

Recenzja serialu Góra morderstw (Murder Mountain) (2018) (sezon 1) (Fusion TV/Netflix)
7/10
7/10

Werdykt

Nico irytuje narracja i niezdecydowanie twórców, ale sama historia nadrabia braki.

serial the society zwiastun netflix

The Society zapowiada się na miks Władcy much z The 100

Kroniki kryminalne; Kandydat netflix serial recenzja sezon 1
6/10

Kroniki kryminalne: Kandydat – sezon 1 – recenzja meksykańskiego serialu polityczno-kryminalnego od Netflixa