Netflix za darmo udostępnianie piractwo
Piractwo w Polsce (źródło: stock; edycja: Popkulturyści )
in , , ,

SUPER!SUPER! SZOKSZOK LOLLOL SEXYSEXY SMUTNESMUTNE WTF?!WTF?!

Należy ostro karać tych, którzy udostępniają za darmo treści Netflixa

W Polsce prawo jest totalnie olewane przez władze. Tracą na tym zarówno konsumenci, jak i artyści oraz firmy, które produkują i dystrybuują treści.

… i nie tylko Netflixa. Również HBO GO, Playera i wszelkich innych dostawców treści, którzy dystrybuują swoje produkcje w sieci.

Zaczyna mnie to irytować, że w 2019 roku ciągle spotykam się z pytaniami, gdzie można obejrzeć serial X czy film Y za darmo. Mikroblogi, sieci społecznościowe, fora i sekcje komentarzy są pełne tego typu zapytań. Niestety zazwyczaj tacy jegomoście trafiają na odpowiedź kierującą ich w stronę pirackich serwisów. A tych ciągle jest niemało. Zdarza się, że pojawi się ktoś sensowny i zgani takie pajacowanie, ale nierzadko dostaje soczystą ripostę od pytającego. Na to nie ma mocnych.

Jednak funkcjonuje u nas prawo, które zakazuje udostępniania pirackich treści. Do tego nie trzeba dyrektyw Unii Europejskiej, które mają być wtłoczone w najbliższych latach do rodzimego prawodawstwa.

Art. 116.

  1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
  2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
  3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
  4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

– Wczytuję się w ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Mój prawnik dobrze wie, że nie znam się na prawie, ale to jest dosyć jasne nawet dla takiego laika jak ja.

A jednak nic się nie zmienia.

Ciągle w sieci mamy potworki pokroju [wycięta nazwa strony, którą się brzydzę – Pan Autocenzor], która od niepamiętnych czasów udostępnia nie swoje treści i zapewne osoby stojące za takimi serwisami zarabiają na piractwie niemałe pieniądze. Pieniądze, które powinny trafić do właściwych platform oraz dystrybutorów filmów, seriali, gier, książek, komiksów… Kultury, która nie powstaje w niebiosach, bez trudu i wkładania weń środków.

Rozumiem wyłącznie jedną sytuację, kiedy uważam, że udostępnianie pirackich treści w sieci nie jest niczym zdrożnym. Wtedy, kiedy dany film czy serial nie ma w Polsce oficjalnej dystrybucji. Z jednego prostego powodu – dostęp do kultury powinien być powszechny i kropka.

W innych przypadkach należy ścigać i karać, a kary powinny być adekwatne do przewinienia. Marzy mi się dziś policja sieciowa, która zajmowałaby się wyłącznie śledzeniem jegomości zarabiających na cudzej pracy. Kary powinny być tak dotkliwe, żeby piratom nie opłacało się nawet marzyć o prowadzeniu tego typu stron.

Należy skończyć z wygodną wymówką: bo serwery w Afryce, bo konto na wyspie, której nazwa jest trudna do wypowiedzenia.

Nikt mi nie wmówi, że w dzisiejszych czasach nie ma narzędzi, które wyśledziłyby piratów. Czas zacząć podążać śladem pieniędzy i zwracać je prawowitym właścicielom treści. Tylko w ten sposób sprawimy, że w Polsce będzie się bardziej opłacało inwestować i tworzyć. Jestem niemal pewien, że jaka by nie była jakość ShowMaxu w naszym kraju, to gdyby szanowano u nas własność intelektualną, to serwis by przetrwał, a także oferował więcej i lepiej. Zapewne pojawiłyby się u nas również kolejne usługi.

Policja ściga i bodzie w godność kobiety, która za pomocą sztuki przekazuje swoje zdanie, ale zabrać się za prawdziwych bandytów nie potrafi. Jednak na prawdziwe bandyctwo, a przynajmniej złodziejstwo nie ma bata, odkąd łącza w Polsce ruszyły nieco szybciej niż 56 kbps. Paranoja. Sprawdza się tutaj utarte już stwierdzenie, że niektórzy nie nadają się do niczego innego niż wypisywanie mandatów.

Nie bez powodu Netflix wyłączył w Polsce 30-dniowy okres próbny.

U nas nie ma warunków do inicjowania fajnych rzeczy, bo zaraz je rozkradną. Prowadzenie dobrego biznesu rozrywkowego w naszym kraju to katorga. Netflix przez ostatnie lata sporo inwestuje w produkcję filmów i seriali na terenie Europy, ale do naszego kraju skrada się nadal jak pies do jeża. W Polsce do dziś powstał zaledwie jeden serial, czyli 1983. Nie twierdzę, że jest to przepaść, kiedy porównać nas do innych państw Unii Europejskiej, ale ciężko też stwierdzić, iż Netflix w Polsce rozwija się tak dynamicznie, jak chociażby w Hiszpanii.

Nie rozumiem tej lekkości wśród rodzimych władz i niemal totalnej ślepoty na problem.

A ten jest i jego ignorowanie to nie tylko olbrzymie straty pieniężne. To również blokowanie rozwoju segmentu rozrywki na styku z kulturą. Władze u nas zachowują się tak, jakby tę branżę pozostawiono samą sobie, bo ostatecznie jakoś się dźwignie. Skupienie  się na niej lub olanie, w ogóle nie przekłada się na głosy w wyborach. A jeśli z góry nie krzyczą, żeby się czymś zająć, to policja i prokuratura spokojnie odhaczają  kolejne punkty dnia, nie przejmując się takimi głupotami jak piractwo audiowizualne – taki mamy klimat.

Przez ignorancję zabija się u nas dynamiczny wzrost sektora, który mógłby być naszą wizytówką na świecie.

W październiku zeszłego roku podano, iż statystyki dotyczące piractwa w Polsce ciągle są szokujące. Nie tylko korzystamy, ale i wydajemy pieniądze na nielegalne treści – około 210 milionów euro rocznie. Szacuje się, że wartość treści piraconych między 2017 a 2024 rokiem sięgnie u nas astronomicznych 7 miliardów euro. Za takie pieniądze można nakręcić przynajmniej 40 wysokobudżetowych filmów na światowym poziomie. Odwracanie wzroku od problemu nakręca wyłącznie spływanie pieniędzy do kieszeni złodziei. Strefa rządowa dba niemal wyłącznie o dofinansowania potworka pod władzą Jacka Kurskiego. W końcu Netflix nie zapewni im programów pokroju Wiadomości, gdzie są prezentowani niemal jako zbawcy świata.

Tylko nie mów nikomu Tomasz Sekielski Film dokumenntalny

Tylko nie mów nikomu – księża pedofilie i ich ofiary w oku kamery

Line of Duty 5 sezon recenzja serial netflix
7/10

Line of Duty – sezon 5 – recenzja najlepszego policyjnego serialu kryminalnego