The Boys sezon 4

Miasto bez miasta | „Nocne Miasto” – recenzja książki

Jakub Kozakiewicz
6 min czytania
Recenzja książki "Nocne miasto" Piotra Cieleckiego

Z ostatniej chwili

“Nocne miasto” to najnowsza książka Piotra Cieleckiego. Autor zabiera nas w podróż po mrocznym świecie, wspomnieniach i wnętrzu głównego bohatera, skłaniając przy tym do głębokich refleksji. Brzmi dobrze, prawda?

“Nocne miasto” to oniryczna, międzygatunkowa podróż po mrocznym świecie, utkanym ze smutku i żądzy władczych pieniędzy. Narracja pierwszoosobowa pozwala oglądać świat oczami bezimiennego bohatera, który „jednego zwyczajnego poranka” traci narzeczoną, przez co cały świat zaczyna przybierać odcienie szarości. W sukursie przybywają Jolanta i Tris – z pozoru te obce kobiety stają się dla mężczyzny jedynymi deskami ratunku.

- Reklama -
Ad image

Piotr Cielecki – kim jest?

Autor powieści to przede wszystkim trener biznesu, coach, nauczyciel i mówca. Na swoim koncie ma duży bagaż doświadczeń związanych ze swoją dziedziną. Chętnie dzieli się radami na swoich social mediach i kanale Youtube. Zawsze uśmiechnięty i racjonalny. W środowisku książkowym zadebiutował powieścią „Zasypianie” oraz poradnikiem „Klucze do Zmiany”.

W „Nocnym mieście” ochoczo przemyca swoją wiedzę, serwując czytelnikowi nie tylko rozrywkę, ale też drogocenną wiedzę.

„Nocne miasto” bez miasta

Tytułowa lokalizacja to inny, mroczny wymiar, w którym ludzie zatracili wolę życia i stali się jedynie papierowymi skorupami z rozkładającym się ciałem. Część z nich – zamieniona w wielkie białe potwory wyjęte rodem ze “Stranger Things” – czyha na każdego obcego, który wtargnie na zamieszkiwane przez nich ziemie.

Pozostawia to po sobie pewne oczekiwania. Oczekiwałem, może błędnie, czegoś w rodzaju „Isekaia”, gdzie bohater poznaje nowy, zupełnie obcy świat i próbuje w nim przetrwać, jednocześnie poszukując narzeczonej. Niestety, samego miasta jest w książce bardzo mało; autor w żaden sposób nie rozwija tego świata po jego wprowadzeniu. Jedyne postacie, jakkolwiek ukazujące nam życie w innym wymiarze, to niemy taksówkarz i wspomniane wyżej potwory. Rozumiem, że książka rozgrywa się na wielu płaszczyznach, zarówno tych materialnych, jak i niematerialnych, ale szkoda, że nie rozwinięto potencjału tej enigmatyczno-brudnej krainy.

Ratunkowa kompania

Bohaterowie są wykreowani dobrze, ale dosyć standardowo. Nie prezentując nic ciekawego swoją postawą, oprócz łopatologicznych zachowań i schematów, ale przez to nie sposób się do nich przyczepić. Każdy ma swój unikatowy charakter, sposób mówienia i motywacje, przez co zwyczajnie da się ich polubić. Specjalne miejsce jednak przygotował sobie kot „Chopper”, który w alternatywnej rzeczywistości, potrafi mówić. Jego dialogi są świetnie napisane i zarażają humorem, czym budzi uzasadnione skojarzenia z kultowym Behemotem, za co duży plus. Jego przemyślenia sprawią, że inaczej będziecie patrzeć na swoich pupil. Szczególnie w kwestii kastracji!

- Reklama -
Skazana Max serial

Rady od Coacha

Książka przepełniona jest różnymi alegoriami i metaforami, którymi atakuje nas autor. Cień – jako złe człowiecze cechy, które mimo wszystko są naszą częścią, potwory – pogoń za sławą, pieniędzmi władzą itp. Tu zdecydowanie się to sprawdza, bo dobrze to rezonuje i współgra z przepełnionymi wiedzą psychologiczną i motywami egzystencjonalnymi dialogami.

„Wszyscy cierpią, i to bardzo często, mimo że niespecjalnie zawinili. Jeśli cierpisz wystarczająco długo, wcześniej czy później robisz się zgorzkniały, a później okrutny. Stąd już tylko krok do zmiany w potwora”

Autor porusza ciekawe wątki, jak determinizm czy wychowanie i świetnie wplata je w fabułę, co nierzadko skłania do głębokich refleksji.

W trakcie czytania okazuje się, że poszukiwanie narzeczonej było tylko pretekstem do wymagającej metamorfozy, przezwyciężenia własnych słabości i co najważniejsze zaakceptowania swojej mrocznej strony. Jesteś, jaki jesteś, zaakceptuj to albo bądź „niekompletny”

- Reklama -
Shogun oglądaj online serial disney

Osobliwości dobre…

Wprowadzenie elementów fantastycznych do książki, zazwyczaj wiąże się z pewnymi udziwnieniami, czymś nienaturalnym, bajkowym i właśnie „fantastycznym”. Akcja książki Cieleckiego odgrywa się w naszych realiach – jest Łódź, jest Warszawa, jest Polska – jednocześnie wzbogaca ten świat nadnaturalnymi zdolnościami enigmatycznej kobiety Jolanty.

Znajdziemy tu dziwactwa, które nazywam „dobrymi”, takie jak lizanie zdjęcia w celach odnalezienia położenia zaginionej narzeczonej, „woda życia”,  czy też mrożące krew w żyłach potwory. Te osobliwości dobrze współgrają z pełnymi tajemnic innymi wymiarami, wprowadzając czytelnika w stan pozytywnego skonfundowania.

I te złe…

Niejednokrotnie podczas lektury można natknąć się na te gorsze urozmaicenia, które wprawiają czytelnika w stan, nie tylko skonfundowania, ale i obrzydzenia.

Bohater, by uzyskać „połączenie” z Jolantą, przenosi się w barwny, sielankowy wymiar swoich wspomnień, gdzie czeka jej młodsza wersja. Ciekawe i przekonujące. Ale sama forma integracji jest co najmniej dziwna i niezrozumiała. Otóż w celach uzyskania najlepszego połączenia bohater uprawia z odmłodzoną wersją starszej pani… Seks. Z pewnością można było to rozwiązać o niebo ciekawiej i “normalniej”.

Drugim (który zapamiętałem), nieco mniejszym, dziwnym zabiegiem jest atak potwora podczas pobytu w mrocznym wymiarze. Z pewnością czytelnik oczekiwałby wtedy nawiązania jakiejś walki, ukąszenia, ugryzienia, uderzenia, czegokolwiek. Zamiast tego potwór, jak to opisał autor, „zgwałcił bohaterowi przełyk”. Rozumiem, że miało to na celu wprowadzić w osobliwy nastrój, jaki panuje na tamtym padole, ale to było na tyle obrzydliwe, że nie mogłem wyzbyć się tego obrazu do końca książki. Ble!

„Nocne miasto” – Czy warto?

I tu pojawia się problem. O ile oczekujemy historii o głębokiej przemianie człowieka, pokonywaniu słabości i odkrywaniu samego siebie, to pozycja może się spodobać, a nawet dołączyć do zasłużonego grona ulubionych.

Oprócz tego nocne miasto jest bowiem mocno średnim realizmem magicznym, zamkniętym w świecie bez polotu. Akcja jest trochę przegadana i miejscami może przynudzać, ciągnącymi się jak makaron, dialogami. Jednak gdy patrzymy na całość, to “Nocne miasto” jest – żeby nie powiedzieć sztampową – dosyć dobrą lekturą.

Recenzja książki "Nocne miasto" Piotra Cieleckiego
6/10

Werdykt

Gdy patrzymy na całość, to “Nocne miasto” jest – żeby nie powiedzieć sztampową – dosyć dobrą lekturą.

Wysyłanie
Ocena użytkownika
0 (0 Głosów)

Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami – dołącz do nas w mediach społecznościowych!

Jeśli chcecie być na bieżąco, śledźcie nas na Threads, Facebooku, Twitterze, Linkedin, Reddicie i Instagramie. Zachęcamy również do subskrypcji naszego kanału RSS na Feedly lub Google News. W razie pytań lub sugestii piszcie do nas na [email protected]. Dołączcie do naszej społeczności i bądźcie zawsze na czasie z najnowszymi trendami i wydarzeniami! Nie zapomnijcie wpaść na nasz YouTube.

Podziel się artykułem
Zostaw komentarz