Nocne miasto recenzja piotr cielecki
6/10
Recenzja książki "Nocne miasto" Piotra Cieleckiego
in ,

SUPER!SUPER!

Miasto bez miasta | „Nocne Miasto” – recenzja książki

“Nocne miasto” to najnowsza książka Piotra Cieleckiego. Autor zabiera nas w podróż po mrocznym świecie, wspomnieniach i wnętrzu głównego bohatera, skłaniając przy tym do głębokich refleksji. Brzmi dobrze, prawda?

“Nocne miasto” to oniryczna, międzygatunkowa podróż po mrocznym świecie, utkanym ze smutku i żądzy władczych pieniędzy. Narracja pierwszoosobowa pozwala oglądać świat oczami bezimiennego bohatera, który „jednego zwyczajnego poranka” traci narzeczoną, przez co cały świat zaczyna przybierać odcienie szarości. W sukursie przybywają Jolanta i Tris – z pozoru te obce kobiety stają się dla mężczyzny jedynymi deskami ratunku.

Piotr Cielecki – kim jest?

Autor powieści to przede wszystkim trener biznesu, coach, nauczyciel i mówca. Na swoim koncie ma duży bagaż doświadczeń związanych ze swoją dziedziną. Chętnie dzieli się radami na swoich social mediach i kanale Youtube. Zawsze uśmiechnięty i racjonalny. W środowisku książkowym zadebiutował powieścią „Zasypianie” oraz poradnikiem „Klucze do Zmiany”.

W „Nocnym mieście” ochoczo przemyca swoją wiedzę, serwując czytelnikowi nie tylko rozrywkę, ale też drogocenną wiedzę.

„Nocne miasto” bez miasta

Tytułowa lokalizacja to inny, mroczny wymiar, w którym ludzie zatracili wolę życia i stali się jedynie papierowymi skorupami z rozkładającym się ciałem. Część z nich – zamieniona w wielkie białe potwory wyjęte rodem ze “Stranger Things” – czyha na każdego obcego, który wtargnie na zamieszkiwane przez nich ziemie.

Pozostawia to po sobie pewne oczekiwania. Oczekiwałem, może błędnie, czegoś w rodzaju „Isekaia”, gdzie bohater poznaje nowy, zupełnie obcy świat i próbuje w nim przetrwać, jednocześnie poszukując narzeczonej. Niestety, samego miasta jest w książce bardzo mało; autor w żaden sposób nie rozwija tego świata po jego wprowadzeniu. Jedyne postacie, jakkolwiek ukazujące nam życie w innym wymiarze, to niemy taksówkarz i wspomniane wyżej potwory. Rozumiem, że książka rozgrywa się na wielu płaszczyznach, zarówno tych materialnych, jak i niematerialnych, ale szkoda, że nie rozwinięto potencjału tej enigmatyczno-brudnej krainy.

Ratunkowa kompania

Bohaterowie są wykreowani dobrze, ale dosyć standardowo. Nie prezentując nic ciekawego swoją postawą, oprócz łopatologicznych zachowań i schematów, ale przez to nie sposób się do nich przyczepić. Każdy ma swój unikatowy charakter, sposób mówienia i motywacje, przez co zwyczajnie da się ich polubić. Specjalne miejsce jednak przygotował sobie kot „Chopper”, który w alternatywnej rzeczywistości, potrafi mówić. Jego dialogi są świetnie napisane i zarażają humorem, czym budzi uzasadnione skojarzenia z kultowym Behemotem, za co duży plus. Jego przemyślenia sprawią, że inaczej będziecie patrzeć na swoich pupil. Szczególnie w kwestii kastracji!

Rady od Coacha

Książka przepełniona jest różnymi alegoriami i metaforami, którymi atakuje nas autor. Cień – jako złe człowiecze cechy, które mimo wszystko są naszą częścią, potwory – pogoń za sławą, pieniędzmi władzą itp. Tu zdecydowanie się to sprawdza, bo dobrze to rezonuje i współgra z przepełnionymi wiedzą psychologiczną i motywami egzystencjonalnymi dialogami.

„Wszyscy cierpią, i to bardzo często, mimo że niespecjalnie zawinili. Jeśli cierpisz wystarczająco długo, wcześniej czy później robisz się zgorzkniały, a później okrutny. Stąd już tylko krok do zmiany w potwora”

Autor porusza ciekawe wątki, jak determinizm czy wychowanie i świetnie wplata je w fabułę, co nierzadko skłania do głębokich refleksji.

W trakcie czytania okazuje się, że poszukiwanie narzeczonej było tylko pretekstem do wymagającej metamorfozy, przezwyciężenia własnych słabości i co najważniejsze zaakceptowania swojej mrocznej strony. Jesteś, jaki jesteś, zaakceptuj to albo bądź „niekompletny”

Osobliwości dobre…

Wprowadzenie elementów fantastycznych do książki, zazwyczaj wiąże się z pewnymi udziwnieniami, czymś nienaturalnym, bajkowym i właśnie „fantastycznym”. Akcja książki Cieleckiego odgrywa się w naszych realiach – jest Łódź, jest Warszawa, jest Polska – jednocześnie wzbogaca ten świat nadnaturalnymi zdolnościami enigmatycznej kobiety Jolanty.

Znajdziemy tu dziwactwa, które nazywam „dobrymi”, takie jak lizanie zdjęcia w celach odnalezienia położenia zaginionej narzeczonej, „woda życia”,  czy też mrożące krew w żyłach potwory. Te osobliwości dobrze współgrają z pełnymi tajemnic innymi wymiarami, wprowadzając czytelnika w stan pozytywnego skonfundowania.

I te złe…

Niejednokrotnie podczas lektury można natknąć się na te gorsze urozmaicenia, które wprawiają czytelnika w stan, nie tylko skonfundowania, ale i obrzydzenia.

Bohater, by uzyskać „połączenie” z Jolantą, przenosi się w barwny, sielankowy wymiar swoich wspomnień, gdzie czeka jej młodsza wersja. Ciekawe i przekonujące. Ale sama forma integracji jest co najmniej dziwna i niezrozumiała. Otóż w celach uzyskania najlepszego połączenia bohater uprawia z odmłodzoną wersją starszej pani… Seks. Z pewnością można było to rozwiązać o niebo ciekawiej i “normalniej”.

Drugim (który zapamiętałem), nieco mniejszym, dziwnym zabiegiem jest atak potwora podczas pobytu w mrocznym wymiarze. Z pewnością czytelnik oczekiwałby wtedy nawiązania jakiejś walki, ukąszenia, ugryzienia, uderzenia, czegokolwiek. Zamiast tego potwór, jak to opisał autor, „zgwałcił bohaterowi przełyk”. Rozumiem, że miało to na celu wprowadzić w osobliwy nastrój, jaki panuje na tamtym padole, ale to było na tyle obrzydliwe, że nie mogłem wyzbyć się tego obrazu do końca książki. Ble!

„Nocne miasto” – Czy warto?

I tu pojawia się problem. O ile oczekujemy historii o głębokiej przemianie człowieka, pokonywaniu słabości i odkrywaniu samego siebie, to pozycja może się spodobać, a nawet dołączyć do zasłużonego grona ulubionych.

Oprócz tego nocne miasto jest bowiem mocno średnim realizmem magicznym, zamkniętym w świecie bez polotu. Akcja jest trochę przegadana i miejscami może przynudzać, ciągnącymi się jak makaron, dialogami. Jednak gdy patrzymy na całość, to “Nocne miasto” jest – żeby nie powiedzieć sztampową – dosyć dobrą lekturą.

Dodaj nas do ulubionych

Jeśli chcecie być na bieżąco, możecie śledzić nasz Facebook, Twitter, Reddit bądź Instagram. Zachęcamy również do subskrypcji naszego kanału RSS na Feedly lub Google News. Piszcie na [email protected], gdybyście mieli jakieś pytania lub sugestie.

Recenzja książki "Nocne miasto" Piotra Cieleckiego
6/10
6/10

Werdykt

Gdy patrzymy na całość, to “Nocne miasto” jest – żeby nie powiedzieć sztampową – dosyć dobrą lekturą.

Wysyłanie
Ocena użytkownika
0 (0 Głosów)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Napisał Jakub Kozakiewicz

Gram, oglądam i czytam, a przede wszystkim szukam rozległych światów i niesamowitych historii. Po godzinach wieloletni fan Nintendo i fantastyki.

Nowa produkcja od Disneya to oldschoolowe Sci-Fi? Pierwszy trailer „Strange World”

disney plus w polsce loklany zespół produkcyjny

Disney będzie w Polsce produkował filmy i seriale dla Disney+ na Europę Środkowo-Wschodnią. To dla nas historyczna okazja