Podatek od Netflixa
Hasło "Podatek od Netflixa" to jedna z największych bzdur ostatnich dni
in ,

SUPER!SUPER!

Podatek od Netflixa? Większej bzdury nie widziałem od… kilku dni

Z tym podatkiem od Netflixa jest trochę tak, jak z psychopatą z Ełku. Jakiś koleś miał chodzić po Ełku z nożem i atakować ludzi. Nagłówki grzmiały, że jest psychopatą, więc “psychopata z Ełku” wesoło hulał w trendach Google. Na pewno był niebezpieczny, ale żaden dziennikarz diagnozy nie mógłby mu postawić. Jedyne, co mógł, to szafować bezsensu słowami.

Rząd wprowadził kilka nowych podatków, a jeden z nich dotknie niektóre serwisy streamingowe w Polsce. Relatywnie nie są to wielkie pieniądze, ale kogo nie mierzi dokładanie obciążeń finansowych w dobie totalnej rozwałki gospodarczej? Patrząc na to, co się dzieje z pieniędzmi ze wszelkich danin, odpowiedź jest dosyć jasna: nie mierzi jedynie kretynów.

Jednak to tylko jedna strona medalu. I żeby było weselej, ten medal ma wiele stron. O wiele za dużo.

Zacznijmy od rzeczy podstawowej. Robią Was w c***a. Przepraszam za wyrażenie, ale jesteście po prostu robieni w miękkiego, śmierdzącego, malutkiego, obrzydliwego c***a. Zastanawiacie się, kto Was robi w tego c***a? Z serdecznością odpowiem, że rząd robi Was w c***a.

Podatek, który miał być nałożony na serwisy VOD to żadna nowość. To pomysł z przeszłości, który znalazł się w tzw. “piątce Morawieckiego”. Bodaj w zeszłym roku, jakoś w okolicach sierpnia nasz premier zapowiedział takowy. Teraz jest tylko wprowadzany pod zupełnie innym hasłem – “Tarczy antykryzysowej” (wybaczcie mi, nie pamiętam której, bo już się w tych ich tarczach zupełnie pogubiłem).

To nie jest żaden podatek ratujący życie niemowlętom z wrodzoną wadą serca czy cokolwiek w ten deseń. Nie dajcie się ogłupić. To pakowanie kasy w Polski Instytut Sztuki Filmowej, który dostanie kilka milionów złotych na produkcję jakiegoś “Smoleńska 2” czy innej bzdury.

Jasne? Jasne. To teraz dowiecie się, co o tym myślę.

Niewiele poza dwiema rzeczami, które układają się w jedną. Nasz rząd w ramach koronawirusowego chowania głowy w piasek zamknął sporą część biznesu na kilka miesięcy. Nie wiem, jak w Waszych miastach, ale je idąc przez Rzeszów, co kilka kroków widzę zamknięte lokale. Niestety zamknięto nawet kawiarnię, w której często zatrzymywałem się, żeby napić się rano kawy. I to zabolało mnie najbardziej. Lokale do wynajęcia to zupełnie inny rodzaj obrazu pandemii.

Druga rzecz to ceny. Nie mamy pojęcia, co oni robią w drukarniach. Jednak wiem tyle, że dwa lata temu zakupy spożywcze na pięć dni kosztowały mnie jakieś 100 zł. Obecnie z portfela muszę wyciągnąć 200 zł. Jeśli czyta to ktoś z moich znajomych, powie, że teraz lepiej zarabiam. Prawda, ale moje zakupy w tej materii nie zmieniły się prawie wcale. Może minimalnie. Jednak większość dodatkowych pieniędzy wydaję w innych miejscach. Inflacja już nie tak po cichu zaczyna wariować.

Te dwie rzeczy składają się na jedną, wyjątkowo uniwersalną myśl. Dokładanie kolejnych podatków, nie tylko serwisom VOD, przez ludzi, którzy kompletnie naszych danin nie szanują, to pi***olone szaleństwo. Tyle wiem.

Przesadzam?! Wiecie, co byłoby, gdybym ukradł naszemu pięknemu narodowi 70 milionów złotych? Poszedłbym do pierdla na trylion lat i zostałbym ukamienowany przez współwięźniów. Wiecie, co się dzieje, kiedy polityk wysadzi w kosmos 70 milionów złotych? Nic.

Politykom się dostało, to czas na dziennikarzy, czyli przechodzimy do podatku od Netflixa.

Miałem ostatnio sporo zajęć, które odciągnęły mnie od Popkulturystów. I bardzo dobrze, bo zauważyłem, że zaczynam się gubić w infotainmentowym bagnie, gdzie dorośli ludzie jarają się, jak małe dzieci zalewającymi Twitter zdjęciami z planu “Avengers: Koniec gry”. Nie ważne, że film miał premierę rok temu, nie ważne, że to są zwyczajne bzdury. Po prostu nauczyliśmy się robić z czytelników skrajnych kretynów na milion różnych sposobów.

Nawet miałem moment, w którym pomyślałem “wysiadam, nie bawi mnie to”. Zwyczajnie to towarzystwo mnie osłabia. Moment niekoniecznie przeszedł i może jeszcze wysiądę, ale nie jestem głupim małpiszonem. Jestem mądrą małpką. A każda mądra małpka wie, iż puszcza się jedną linę dopiero wtedy, kiedy w dłoni czuje się kolejną. Nie wcześniej.

“Podatek od Netflixa” grzmią nagłówki serwisów różnych i różniastych. Co to znaczy? Nic nie znaczy. To wyrażenie miało być chwytliwym wytrychem, a okazało się żenujące, mylące, zwyczajnie durne. To tak, jakby powiedzieć, że nie płacimy podatku dochodowego, a podatek Sołowowa, który jest bodaj najbogatszym Polakiem. Netflix jest z kolei największym serwisem SVOD w Polsce.

Poraża mnie niezwykła durnota dziennikarzy, którzy w nagłówkach grzmią o podatku od Netflixa, byle chwycić czytelnika za jaja, a Google wejść tam, gdzie słońce nie dochodzi.

Co na to czytelnicy? “Droższy Netflix” i “wina Dudy”. Brakuje tylko hasła “Acta-3”.

Niektórzy myślenie zostawili za drzwiami i niestety usiedli przed ekranami smartfonów. Recytują jeden za drugim farmazony. Najstraszniejsze jest to, że są to nierzadko dorośli ludzie, którzy zachowują się, jakby mieli po 15 lat i byli jedynie po lekturze “O psie, który jeździł koleją”.

Netflix zapłaci nowy podatek, zupełnie jak inne serwisy streamingowe. To fakt. Jednak nikt nie powiedział, że Netflix podrożeje. Podobne cuda działy się w Hiszpanii, o czym jakiś czas temu wspomniałem. Świat się nie zawalił, a Netflix nieźle się na tamtejszym rynku rozrósł.

Wysyp gorzkich żali w komentarzach pod artykułami i w grupach na Facebooku, to istny obraz intelektualnej nędzy i rozpaczy. Jedni widzowie/czytelnicy są zwyczajnie niezbyt inteligentni i im wybaczamy, bo to nie ich wina. Jak nie jest winą niektórych zwierząt, że jedzą własne dzieci. To po prostu natura, którą ciężko oszukać.

Druga grupa to ci, którzy próbują na sprawie ugrać jakiś śmieszny promil w wyborach prezydenckich, bo obecna władza im się nie podoba. Kiedy słucham prania mózgu wypranego mózgu, czyli przemówień Andrzeja Dudy, marzę o tym, by YouTube przestał mi podsuwać jego wiekopomne bzdury. Nawet nie będę ich wymieniał, bo szkoda czasu. Jednak oskarżanie prezydenta o droższy Netflix, który nawet nie jest droższy, to kretynizm skrajny. Kropka.

I są jeszcze trzeci, którzy lubią krzyczeć dla samej radości krzyczenia. Ci są najniebezpieczniejsi, bo żyją w stanie ciągłej niepewności i przez robienie zamieszania pucują swoje malutkie ego. Niewiele różnią się od ludzi z pierwszej grupy, tylko niektórzy z nich są inteligentni, ale zazwyczaj życiowo nieporadni i bezwstydni.

Po zupełnie innej stronie barykady są ci, którzy twierdzą, że bardzo dobrze się stało, bo Netflix nie płaci w Polsce żadnych podatków. Nieprawda – płaci. Sprawdźcie swoje rozliczenia z serwisem.

Jeśli nie widzicie, że jesteście używani, to jesteście ślepi.

W internecie nie ma czegoś takiego jak dziennikarstwo. To już tylko kopalnia bzdur i jedynie najwytrwalsi znajdują źródła, w których nie robi się nas we wspomnianego c***a. Pogubili się ci ludzie, którzy w przeróżnych redakcjach usilnie ścigają tego cholernego smoka i jeden za drugim przetwarza bzdury w nadziei na kilka tysięcy wyświetleń więcej. Nie burzy się we mnie, gdy ich nagłówki są krzykliwe, ale oczy zasłaniam, kiedy są najzwyczajniej w świecie durne.

I jeszcze jedna sprawa, żeby uniknąć oskarżeń. Wierzcie lub nie – nigdy nie głosowałem na Prawo i Sprawiedliwość. Nie jestem też centrystą. Raczej szanuję myślenie zdroworozsądkowe. Są siebie warci jedni i drudzy, a także trzeci, czwarci i piąci…

Myślcie, bo nikt inny za Was tego nie zrobi.

Znajdź nas na Facebooku

Dariusz Filipek

Napisał Dariusz Filipek

Redaktor naczelny. Przez lata nieszczęśliwie związany z e-commerce. Ogląda, czyta, słucha, pisze, rysuje, ale nie zatańczy. Publikował na łamach serwisów różnych i różniastych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Netflix lipiec 2020 seriale filmy premiery nowości
5/10

Netflix lipiec 2020 – lista premier seriali i filmów oraz ocena nowości

teza tesis 1996 cda film recenzja filmu
7/10

“Teza” (“Tesis”) – recenzja filmu