in ,

SUPER!SUPER! SZOKSZOK

Idzie rewolucja. Polskie seriale w 2018 roku zmienią branżę

Polskie seriale tworzone głównie na potrzebę telewizji płatnej i streamingu stają się najbardziej pożądanymi produkcjami na rynku (Pexels/Popkulturyści)

Szykujcie się na zupełnie nowe podejście do widza. Polskie seriale stają się nowoczesne, zachodnie w rodzimym wydaniu. Wreszcie opuszczamy gęstwinę bylejakości i dzięki serwisom pokroju Netflixa i HBO GO wchodzimy w zupełnie nową erę. Wygrzebując się powoli z tasiemcowych lat 90.

Policzcie mi, jak wiele seriali w Polsce dostawaliśmy w ostatnich latach. Sporo. Teraz odejmijcie od tego wszelkiej maści telenowele i procedurale. Lista się niebezpiecznie skurczyła, prawda? Latami byliśmy skazani na przeciętność ramówek TVP, TVN i Polsatu, które ze swoją ofertą są ciągle w latach 90., kiedy spojrzeć na to, co się dzieje poza granicami naszego kraju.

(…) nie chcieliśmy Belfra na głównym kanale. Bo to jest za gęsty serial, dramatycznie umoczony w życiu. Przegapisz jeden odcinek, bo nie miałeś czasu, żeby go obejrzeć, i już nic nie wiesz. Odpadasz. Tam zmiana akcji odbywała się w ostatniej minucie serialu.

– Powiedział w zeszłym roku dyrektor programowy TVN Edward Miszczak w wywiadzie dla Wirtualnych Mediów.

Tak nie działa nowoczesna telewizja w 2017 ani tym bardziej w 2018 roku. Za granicą nie działa tak od lat. Najwięksi zachodni nadawcy coraz rzadziej pakują się w widowiska schematyczne, tasiemcowe i łatwe. Wiedzą, że widz zmienia nawyki i oczekuje czegoś zupełnie innego. Na zachodzie czuje się na karku oddech konkurencji, w tym najmocniejszej, w postaci usług strumieniujących treści wideo.

Jednak w Polsce stacje takie jak TVN nadal są do bólu zachowawcze. Oferują ramówki nowoczesnemu widzowi coraz bardziej obce i najgorsze jest to, że osoby odpowiedzialne za ofertę programową nie dostrzegają albo udają, że nie widzą, iż przez rynek przeszło tsunami, które zmieniło go na zawsze. Ugruntowali sobie pozycję poprzez lata działania i przywiązywania widza, ale ten sam widz będzie im rok rocznie odpływał, ponieważ dostrzega alternatywę. I to alternatywę, z której coraz chętniej korzysta. Funkcjonuje u nas Netflix, ShowMax, HBO GO, a niedługo pełną parą ma uderzyć Amazon z Prime Video. I to na pewno nie koniec listy.

Kiedy TVN w pocie czoła mieli taśmę na kolejne odcinki Na Wspólnej, a TVP oferuje Koronę Królów, Netflix koprodukuje z naszymi rodakami Wiedźmina i kręci serialowe political-fiction, które wyjdzie spod reżyserskiej batuty Agnieszki Holland.

W zeszłym roku klasę pokazało również HBO. Wataha była na językach we wszystkich topowych mediach. Od Spider’s Web po molochy pokroju Onetu. Polski serial okazał się chętniej oglądany w kraju niż Gra o tron – największy światowy hit. Serwisy SVOD nie tyle dostrzegają, że warto pakować się w takie produkcje, tylko je robią bez oglądania się za siebie, bo świetnie czują branżę. Są elastyczne, nowoczesne, żądne sukcesu.

To nie znaczy, że każda nowość będzie magnesem na widza. Jednak potencjał jest. Canal Plus przygotuje Kruka. Szepty słychać po zmroku, Zasadę przyjemności oraz być może jeszcze w tym roku zobaczymy Nielegalnych. HBO szykuje Ślepnąć od świateł. Ponadto amerykanie z Time Warnera wreszcie zaczynają szerzej oferować produkcje spoza Stanów Zjednoczonych na całym świecie. Międzynarodowa widownia mogła obejrzeć zarówno nasz Pakt, jak i Watahę obok świetnego argentyńskiego Ogrodu z brązu i wielu innych widowisk. HBO pozazdrościło Netflixowi sukcesu produkcji nieanglojęzycznych i zapewne jeszcze niejednokrotnie nasze seriale będzie można obejrzeć w niemal każdym zakątku świata. Nawet ShowMax coś przygotował. Na dniach obejrzymy serialową wersję Botoksu i czuję, że to nie jest ostatnie słowo tego serwisu.

Jednak na antenach największych stacji wciąż jesteśmy karmieni rzeczami do bólu przeciętnymi. Nie mająca ochoty na rewolucjonizowanie rynku Diagnoza to najgorętsza rzecz, na jaką możemy obecnie liczyć.

Słowa Edwarda Miszczaka nijak mają się do rzeczywistości. Amerykańskie odpowiedniki stawiają na walkę zarówno o widza potrzebującego łatwej rozrywki, jak i tego, który oczekuje nowoczesnych widowisk. Czasem sprawnie mieszają te światy. ABC ma Sposób na morderstwo, FOX Egzorcystę, NBC wyprodukowało trzy sezony kontrowersyjnego Hannibala, a CBS od lat zaskakiwał wyborną Żoną idealną, tworząc na fali jej popularności równie świetny spin-off Sprawa idealna dla platformy CBS All Access. To pojedyncze przykłady, a produkcji jest o niebo więcej. Kiedy spojrzeć na kablówkę, nawet kanały bezpłatne, robi się jeszcze ciekawiej. Tam ciągle króluje The Walking Dead od AMC, a FX zaskakuje co rusz nietuzinkowymi produkcjami pokroju Atlanty.

Polskie seriale tworzone głównie na potrzebę telewizji płatnej i streamingu stają się najbardziej pożądanymi produkcjami na rynku. Ten trend będzie się umacniał. Będziemy produkowali więcej, lepiej i nieraz zabłyśniemy dzięki temu na świecie. Jednocześnie stacje naziemne mają olbrzymie środki i zaprzepaszczają okazję na rozwój. Jakkolwiek nikt nie będzie płakał, kiedy widownia zacznie im odpływać. Nikt, poza nimi samymi.

Kiedyś Reed Hastings powiedział coś przewrotnego. Prezes Netflixa stwierdził, iż chce, by jego streaming stał się szybciej HBO, niż HBO Netflixem. Na naszym rynku to nie ma realnego odniesienia, kiedy myślimy o konkurencji dla Netflixa, jaką mogłyby być klasyczne stacje z usługami pokroju Ipli, Playera czy TVP VOD. Panowie z Los Gatos na starcie prześcignęli ich w ofercie. Polacy w swej wygodzie i otuleni korporacyjnymi kocykami jeszcze tego nie widzą, ale ten rok pokaże, że nowoczesny widz wybierze XXI zamiast XX wieku. Polskie seriale na Netfliksie i innych platformach sprawią, iż widz przepadający za dobrej jakości telewizją nawet nie spojrzy w kierunku Playera. I co najlepsze, te same seriale mogą podbić nie tylko nasz kraj, ale również resztę globu. Kojarzycie Narcos i Suburrę, prawda?

Podobało się? Doceń nas i polub na Facebooku

Czarne lusterko netflix online youtube

Czarne lusterko Netflixa w sieci – obejrzyj za darmo wszystkie filmy

devilman crybaby anime netflix original serial 2018
8/10

Devilman Crybaby – recenzja 1. sezonu anime Netflixa