in ,

SUPER!SUPER! SZOKSZOK

Przez moment byłem prezesem w ShowMax Polska

Dariusz Filipek to żaden Maciej Sojka, ale trochę by jeszcze poprezesował w ShowMax, gdyby nie autobus do Rzeszowa (Popkulturyści)

Niedługo byłem prezesem w ShowMax Polska. Nie zrealizowałem wszystkich projektów, pomysłów i ostatecznie przez krótki czas urzędowania zawiodłem widzów, współpracowników, których na dobrą sprawę nie poznałem, ale przede wszystkim żal mam do siebie. Bo to mógł być niesamowity okres.

Niestety, a może stety rzeczy się zmieniły i po kilkudziesięciu sekundowym zasiadaniu na fotelu prezesa, wróciłem do pracy w Popkulturystach. Serwis sam się nie poprowadzi, a ShowMax Polska działa całkiem sprawnie i beze mnie. Jest jednak kilka rzeczy, o które zadbałbym, gdybym został na dłużej.

ShowMax pojawił się trochę znikąd. Naspers, były właściciel Allegro postawił m.in. na Polskę, gdzie zaczął budować lokalnie usługę SVOD, która ma globalne zakusy. Jednak walka z takimi gigantami jak Netflix, HBO i Amazon to rzecz niełatwa. Mają świetne produkcje, przywiązali już do siebie widzów, a w niedalekiej przyszłości do gry dołączą kolejni giganci – na pewno Disney i jak przewiduję od jakiegoś czasu również Apple. Zapewne Alphabet, Facebook i wiele innych firm ma ochotę na jak największą część streamingowego tortu. Dlatego mam kilka propozycji dla prezesa Sojki i w tym miejscu przepraszam za wygniecenie fotela i tłuste plamy na biurku, a ten wpis powstał w ramach zadośćuczynienia.

Produkując lokalnie, myśl globalnie

ShowMax działa w kilkudziesięciu krajach. Już dwa lata temu miał 10 milionów abonentów na świecie. Dlatego powinien wziąć przykład z Netflixa. Produkować lokalne widowiska, jednak takie, które trafiłyby w gust międzynarodowej widowni. Czego świetnym przykładem jest Narcos od Netflixa czy nawet Ogród z brązu od HBO.

Fajnie, że mamy rodzime rzeczy, jak chociażby Egzorcystę czy Fanatyka, ale większość seriali i filmów oryginalnych od ShowMaxa, które firma przygotowuje w Polsce, są nieciekawe dla widowni poza granicami naszego kraju. Niezrozumiałe jest dla mnie także to, że południowoafrykański oddział firmy stworzył serial Tali’s Wedding Diary, którego w Polsce nie ma. Chciałbym oglądać rzeczy z innych krajów, ale gdyby pokuszono się o SNL Togo, niekoniecznie miałbym na to ochotę, a akurat nieco nietypowy komediowy mockument mógłby być ciekawy dla naszego widza. Ucho Prezesa, które na dobrą sprawę nigdy nie zyskało statusu produkcji na wyłączność, wyrzućmy z tej układanki i popatrzmy w stronę Egzorcysty. Umówmy się, że kreskówki Walaszka mają sporo zajadłych fanów w kraju, więc w Polsce są sukcesem, ale jeszcze nigdy nie podbiły świata. To coś mówi o ich poziomie. Dlatego warto spojrzeć szerzej. Międzynarodowy streaming to zespół naczyń połączonych, które powinny się uzupełniać, a nie tylko egzystować obok siebie. Krótkoterminowo jest to wyrzeczenie, ale długoterminowo posunięcie, które zaowocuje.

Pamiętam szał, jaki nastąpił po premierze randkowego reality show Adam szuka Ewy, gdzie nadzy single szukają drugiej połówki na bezludnej wyspie. Pomysł kontrowersyjny, ale chwycił. I nikogo nie interesowało, że jest to produkcja z Holandii. Oglądało się to na całym świecie, a format kilkakrotnie sprzedano do innych krajów.

Sprawdzone pomysły i nowe talenty

Z naszych filmówek wychodzi sporo osób, które z braku laku idą do reklamy. Tracimy wielu potencjalnych reżyserów, scenarzystów i innych specjalistów na rzecz krótkich spotów i sloganów.

Pisze się sporo książek, a czasem pojawi się jakiś interesujący komiks, ale adaptuje się tego bardzo mało. Można również spojrzeć przyjaźniejszym okiem na klasyki naszego kina i zastanowić się nad ich reinterpretacją. Pomysły leżą na ulicy, twórcy palą się do roboty – trzeba się tylko nad tym wszystkim pochylić. Ex Machina, Wolny strzelecCzarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii, Zło we mnie – to tylko kilka przykładów pełnometrażowych debiutów fabularnych, które zaskarbiły sobie serca krytyków. W Polsce również mamy twórców, którzy są potencjalnymi rodzimymi Garlandami, Gilroyami, Eggersami i Perkinsami. Najważniejsza jest umiejętność sprawnego opowiadania dobrych historii.

Nie warto zamykać się na nieco mniej bezpieczne rzeczy. Pamiętacie Newsroom z HBO? Myślę, że prezes Sojka czułby się świetnie w writers roomie tworzącym serial o newsach, na których zna się jak mało kto w kraju. Polskie Battle Royale. Polskie Skins. Polska Żona idealna. Polskie The Walking Dead. A może coś zupełnie innego. Trzeba szukać odpowiedniej stylistyki, która może przypaść do gustu widzowi. Niekoniecznie bazować na jego widzimisię, bo jak to powiedział Henry Ford: Gdybym na początku swojej kariery jako przedsiębiorcy zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni. Więc ich nie pytałem. Mniej łatwych Botoksów, więcej Watahy – że się tak górnolotnie wyrażę.

Pomysłów jest od groma. W ciągu jednodniowej burzy mózgów można wymyślić filmowo-serialowe koło od nowa. Kilka idei w ShowMaksie zostawiłem. Mam nadzieję, że chociaż jeden z nich będzie dla serwisu na tyle wartościowy, by ubogacić nim ofertę.

Jeden, ogarnięty, pełen pasji producent – taki człowiek przydałby się w ShowMaksie. Kevin Feige na miarę możliwości i potrzeb. Nie budujący uniwersum, a ofertę. Ktoś, kto potrafiłby zapanować nad planem firmy nie na najbliższe miesiące, a mógłby sensownie tworzyć wizję produkcji oryginalnych na lata. Ktoś, kto wybierałby najlepsze pomysły. Ktoś, komu twórcy by ufali. Ktoś, kto potrafiłby wyciągać z artystów to, co najlepsze – uwypuklać zalety, pudrować wady.

Nie tylko filmy i seriale

Streaming to nie tylko fabuła. Co dostrzega się coraz mocniej. To nowa telewizja. Jeśli myśleć wyłącznie o rodzimym widzu, ruchem w dobrym kierunku było wyprodukowanie SNL Polska. Jest w streamingu miejsce na produkcje rozrywkowe, tematyczne, dokumentalne, informacyjne i wszelkiej innej maści. W przypadku usługi międzynarodowej trzeba jednak stawiać na formaty, które spodobają się wszędzie.

Widza za granicą nie interesują nasze gwiazdy. Za to chętnie zobaczy ciekawie skrojone reality, którego nie trzeba wypełniać znanymi nazwiskami lub wstrząsający serial dokumentalny w stylu Making a MurdererPrzeklętego: Życie i śmierci Roberta Dursta czy The Staircase.

Netflix inwestuje w klasyczne programy. Niedawno pisałem o nowym widowisku Davida Lettermana, które było świetne. HBO również od czasu do czasu wyjdzie ze strefy stricte filmowo-serialowej. Lubimy oglądać dobrą rozrywkę. Nawet wiadomości w sieci mają się nieźle, czego koronnym przykładem jest sieć youtube’owych kanałów lewicowego TYT, która jest większa na YouTube niż CNN czy Fox News. Cenk Uygur startował od zera, a dziś jest potęgą sieciowych newsów. Tego typu telewizyjne rzeczy trzeba przemyśleć na nowo i przystosować do SVOD.

Znajdźcie partnerów

O oryginalne widowiska ciężko, a ich produkcja jest droga. Jednak można przynajmniej spróbować stworzyć konsorcjum, które zrzeszałoby lokalnych nadawców wymieniających się ofertą programową. ShowMax mógłby się wymieniać filmami, programami i serialami z nadawcami w krajach, w których jeszcze nie działa.

Łopatologicznie: w Polsce ShowMax funkcjonuje, ale nie mamy tu przedstawicielstwa koreańskiego tvN. W Korei Południowej ShowMaxu nie ma. Hipotetycznie można wymienić się lokalnymi widowiskami. Jednak, żeby zabiegać o ewentualnych partnerów, trzeba najpierw zbudować ciekawą ofertę, aby mieć czym ich zainteresować. Można również próbować dogadać się z nadawcami w krajach, w których ShowMax funkcjonuje, ale nie są jeszcze w streamingu, a mają ciekawy content.

Różnego rodzaju konsorcja działają i mają się nieźle. Każde takie zrzeszenie to konglomerat na miarę potrzeb. Inaczej to wygląda w Hulu, a zupełnie inaczej, kiedy spojrzymy na Arte. Wystarczy znaleźć dobrych, chętnych partnerów i stworzyć zdrowe i wymierne dla wszystkich stron zasady.

Najlepsze licencje nie są oczywiste

Mamy kilka streamingów, ale ciągle na naszym rynku brakuje sporo produkcji. Chcielibyśmy je oglądać najlepiej w tym samym czasie, co widzowie np. w Stanach Zjednoczonych. Obecnie jest w czym wybierać. Co roku pojawiają się setki nowych sezonów. Gdyby na ShowMaksie można było przebierać w aktualnych serialach i filmach, na pewno bardziej wyrobieni widzowie by to docenili. Mam świadomość tego, że licencje są drogie. Jednak są to pieniądze, które nie poszłyby w błoto.

Czasem jednak trzeba być na krok przed konkurencją. Warto kierować się przy okazji rozwagą. Tej momentami brakowało, jeśli chodzi o dobór zagranicznych seriali. ShowMax kilka razy nie poczuł rynku. Fargo, Mr. Robot, Halt and Catch Fire, Billions, Opowieść podręcznej, seriale Marvela, czy produkcje BBC – to były genialne strzały. Tak zaskoczyło mnie to, że zainwestowano w The Brave, którego nie czułem przed premierą, a po niej czuję jeszcze mniej.

Kupowanie seriali z amerykańskich stacji ogólnodostępnych przed premierą to ryzyko. Widzowie od nich powoli odchodzą i celują raczej w produkcje z kablówki i właśnie streamingu. Tam seriale są zazwyczaj o niebo ciekawsze. Ramówki FX, Hulu, AMC, Showtime i Starz to miejsca, w które wzrok powinien być kierowany w pierwszej kolejności. Jednak od czasu do czasu coś niezłego pojawi się u mniejszych graczy – Crackle, Audience, USA Network i wielu innych. Zresztą, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie. W tym wypadku oczy trzeba mieć dookoła głowy i ciągle trzymać rękę na serialowym pulsie.

Ponadto czasem można sięgnąć po nieznanego, nierzadko nie gorszego klasyka, którego zakup powinien być tańszy. Oglądał ktoś z Was Bodies od twórcy Line of Duty lub Edge of Darkness z 1985 roku, który doczekał się filmowego remake’u z Melem Gibsonem w roli głównej? Jeśli nie, podpowiadam, że warto. Takich produkcji jest wiele. I zapewniam Was, że ta pierwsza jest o wiele ciekawszym podejściem do tematu służby zdrowia niż Botoks Patryka Vegi, a druga jest lepszym widowiskiem, niż film z 2010 roku.

Wydaje mi się, że firma potrzebuje dobrego zespołu researcherów rynku, myślących nietuzinkowo, umiejących znajdować produkcje. Te przy dobrej promocji mogą okazać się hitami. Wiele widowisk, które rozkochały widzów, pojawiło się w dosyć niespodziewanych miejscach. Kto wiedział, że Breaking Bad okaże się takim hitem? Nawet ja, kiedy świat seriali był o wiele biedniejszy, nie myślałem, iż ta produkcja osiągnie status jednego z najlepszych seriali w dziejach. Chociaż każdy odcinek oglądałem w dniu premiery i zachwycałem się nim niczym małe dziecko, które dostało nową zabawkę. Nauczyło mnie to, że jedyna rzecz licząca się dla widza to jakość. Cała reszta jest mniej ważna.

Reklama niejedno ma oblicze

Wielkie kampanie w topowych mediach to drogi, ale wciąż dobry pomysł. Docieranie do widzów poprzez influencerów również. Reklama kontekstowa także ma sens. Jednak trzeba mieć na uwadze fakt, że większość sieciowego ruchu jest kierowana przez Google, gdzie obok największych i średnich serwisów, o miejsce w SERPach biją się mali blogerzy. Nierzadko wyniki ich serwisów są na górze strony wyszukiwań. Ludzie często szukają u nich opinii o filmach i serialach.

Niegłupim pomysłem byłoby zainteresowanie blogerów, aby ci oceniali produkcje, które są dostępne na ShowMaksie i linkowali do serwisu. Jednak czysto, bez wymuszania pozytywnych opinii. Moja strona jest ciągle relatywnie mała, ale już dziś mam kilkaset przejść miesięcznie do Netflixa. Nie ważne czy recenzje są pochlebne, czy nie. Ważne, że ludzie idą ode mnie dalej i być może część z nich zaczyna opłacać abonament. Myślę, że w przypadku The End of the F**king World, które świetnie chwyciło na Popkulturystach, zrobiłem streamingowi z Los Gatos przysługę.

Dodatkowe plusy? Taka reklama pozostanie na zawsze w sieci i podbije wartość domeny ShowMax.com.

Bazinga!

Tak naprawdę żaden ze mnie prezes. Skorzystałem z okazji, żeby usiąść za biurkiem i dać się sfotografować Magdalenie Marzec, odpowiedzialnej w ShowMaksie za PR. I muszę kolejny raz przyznać, że swoją robotę wykonuje świetnie, co dałem do zrozumienia blisko rok temu, jeszcze zanim nawiązaliśmy kontakt. I wierzę, że dzięki takim ludziom i ich ciężkiej pracy, nawet taki malkontent jak ja, z miesiąca na miesiąc będzie dostrzegał w tej platformie coraz więcej plusów, a minusy z czasem zaczną odchodzić w niepamięć.

ShowMax pomimo tego, że jest w nim wiele do zrobienia, miał świetny start i co rusz zaskakuje pomysłami. Startował prawie od zera, ale osoby, które za niego odpowiadają, całkiem nieźle radzą sobie z konkurencją i szukają nisz, by nie być gorszym, a nieco innym graczem. Dzięki tej strategii zdają się osiągać sukces małymi kroczkami. Jednak przy olbrzymiej ofercie Netflixa, HBO przygotowującym się do całkowitego otwarcia usługi HBO GO i startującego na dobre w tym roku Amazon Prime Video w Polsce, może być ciężej. Trzeba starać się bardziej. Kombinować mocniej. Bo dziś mamy darmowy ShowMax w Playu, ale któregoś dnia ze streamingiem będziemy bardziej obeznani i chętniej spojrzymy, co ciekawego do zaoferowania ma konkurencja. Szczególnie wtedy, kiedy będzie trzeba zapłacić pierwszy rachunek.

Pełna oferta Showmax – serwis możecie testować 14 dni za darmo

Polub nas na Facebooku

netflixverse marvel netflix

Netflixverse na razie może czuć się bezpiecznie

the Rain netflix

Nadchodzi The Rain – duński serial Netflixa