“Gray Man” – najdroższy film Netflixa od twórców “Avengers: Koniec gry” – zapowiada się niczym zakazany film o Bondzie

Dariusz Filipek
Dariusz Filipek 17 wyświetleń
3 min czytania
Zwiastun filmu “Gray Man”

Netflix wydał na film “Gray Man” całe swoje kieszonkowe. Jednak zwiastun widowiska zapowiada, iż warto było w tym roku zrezygnować z zaskórniaków odkładanych na sezon lodowy.

Netflix chce iść ze swoimi filmami do kin i “Gray Man” to jedna z tych produkcji, która mogłaby przed duże ekrany przyciągnąć sporo ludzi. Film wygląda na jeden z tych, który ma wszelkie predyspozycje do sukcesu przy kinowych kasach biletowych.

W “Gray Man” na pierwszym planie dostaliśmy cudownego Ryana Goslinga ściganego przez diabolicznego Chrisa Evansa z wąsem. Na stołkach reżyserskich rozsiedli się twórcy filmów “Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz”, “Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów”, “Avengers: Wojna bez granic” i “Avengers: Koniec gry”, bracia Anthony i Joe Russo. Scenariusz wyszedł spod ręki Christophera Markusa i Stephena McFeely’ego, z którymi Russo współpracowali wielokrotnie przy filmach tworzonych dla Marvel Studios. Przy pisaniu opierali się na bestsellerowej serii książek autorstwa Marka Greaneya. I jeszcze to 200 milionów wyłożone na produkcje podkreśla najbardziej nadzieje związane z widowiskiem.

“Gray Man” może nie skończyć się na jednym filmie

Wcześniej odnotowano, że jeśli pierwszy film okaże się sukcesem, Netflix będzie chciał z niego zrobić serię, która najpewniej najtrafniej wpisze się w gust fanów przygód Jamesa Bonda. Serwis od dawna próbuje wgryźć się w ukochane przez widownię nurty gatunkowe, aby przyciągnąć do siebie widzów spragnionych tego, co znają i lubią. W tym przypadku jest to temat tak stary, ale zawsze jary, czyli szpieg kontra szpieg.

W “Gray Man” zamiast brytyjskiego agenta z licencją na znikanie ludzi mamy najbardziej zabójczego cyngla CIA, Courta Gentry’ego, znanego jako Sierra Six, przypadkowo odkrywającego mroczne tajemnice agencji wywiadowczej, dla której do tej pory z dumą zabijał ludzi. Przez to agencja zaczyna na niego polować. Jego likwidacji ma dokonać inny zabójca na telefon, Lloyd Hansen, który jest sadystycznym psychopatą z dziwacznym poczuciem humoru. Akcja widowiska rozgrywa się dookoła świata, więc nie obędzie się bez ładnych widoków. Ponadto ze zwiastuna widowiska można śmiało wywnioskować, że czeka na nas sporo wybuchów, pościgów i wszystkiego tego, co dobre w kinie akcji.

Najpierw w kinach, później na Netflix

Film trafi na Netflix 22 lipca, a tydzień wcześniej ma pojawić się w wybranych kinach w Stanach Zjednoczonych, więc widowisko raczej nie wpisze się mocno w nową strategię firmy. Coraz częściej słyszy się, że część filmów produkowanych dla serwisu będzie pojawiała się właśnie najpierw w kinach. I nie ma to być krótkie okno zarezerwowane dla nielicznych kin, a prawdziwy szturm na świątynie filmu.

Ma to być część nowej strategii Netflixa mającej nieco udobruchać giełdę po ostatniej stracie subskrybentów i jednocześnie jest to próba uzyskania dodatkowych pieniędzy. Wydaje się, że to dobry ruch – z dwóch powodów. Po pierwsze filmy najlepiej zarabiają właśnie w kinach. Po drugie produkcje, które były grane najpierw w kinach, a później trafiły do mediów strumieniujących, wzbudzają większe zainteresowanie wśród widzów. Na co wskazuje przykład nieudanej strategii Warner Bros., które wypuszczało swoje największe hity w tym samym dniu w kinach, co na HBO Max i skończyło się to tragicznie – słabymi wynikami przy kasach biletowych i mniejszym niż oczekiwany przypływem nowych subskrybentów.

Na tę chwilę nie wiemy, co z Polską. Jeśli widowiska nie będziemy mogli obejrzeć w kinach w naszym kraju, to będę z tej decyzji nieco niezadowolony, bo zwiastun wskazuje, że “Gray Mana” świetnie byłoby obejrzeć właśnie na dużym ekranie.

Poza tym po wyjściu z kina zawsze można kogoś zabić, bo jak inaczej wrócić do domu i zrobić omlet?

Podziel się artykułem
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x