avengers: koniec gry zwiastun dyskusja teorie
Avengers: Koniec gry (źródło: Marvel; edycja: Popkulturyści)
in ,

SUPER!SUPER!

Porozmawiajmy o Avengers: Koniec gry. Rzecz o smutku, podnieceniu i włosach Czarnej Wdowy

Wojciech Lenc kontra Dariusz Filipek w dyskusji o zwiastunie Avengers: Koniec gry. Straciliśmy blisko 2000 słów, które można było wykorzystać na głoszenie pokoju na świecie.

Pokłóciliśmy się. Właściwie prawie się pozabijaliśmy o zwiastun Avengers: Koniec gry. Dyskusja w sieci zwyczajowo oznacza spuszczanie się nawzajem w ścieku i przywoływaniem chyba twoja stara. Żeby tradycji stało się zadość, idziemy na noże, widelce, widelczyki, łyżki i łyżeczki. Cokolwiek znajdziemy pod ręką.

Wojciech Lenc: Do sieci niedawno trafił nowy zwiastun Avengers: Koniec gry. Zrobiłem dwie rundki na YouTube, przemyślałem to, co już wiadomo na temat filmu i absolutnie nie zgadzam się z Twoją opinią, że ten zwiastun jest bezcelowy.

Dariusz Filipek: Może nie tyle bezcelowy, ile wydaje mi się, że powstał na doczepkę tego, co już widzieliśmy przy okazji materiału z Super Bowl. Dodano do tego tylko minutę retrospekcji, trochę inne rzuty oka na to, co było poprzednio i scenę z Thorem i Kapitan Marvel. Tutaj się zatrzymam. Myślę, że to był jedyny cel: pokazać Kapitan Marvel obok innych Mścicieli, by podbić zainteresowanie jej solowym filmem.

Nawet nie uważam tego za właściwy zwiastun. W końcu powtarza niemal to samo, co poprzedni. Czekam na kolejny, który zapewne podejdzie do tematu z zupełnie innej perspektywy. Bo dla hiprer oddanych fanów to jest ciekawostka. Chociażby widzą Nebulę i Starka obok innych bohaterów. Mają swoje pole do spekulacji. Jednak dla masowej widowni to wyłącznie powtórka z rozrywki. Masowa widownia potrzebuje czegoś świeższego od tego, co już praktycznie znają. Dlatego powtórzę. Dla mnie to jest wyłącznie próba, pewnie udana, podbicia wyniku Kapitan Marvel w drugim tygodniu wyświetlania w kinach.

Po co tyle smutku?!

WL: To zapytam tak: czy to źle, że studio chce podbić obecny wynik finansowy Kapitan Marvel?

Poza tym wydaje mi się, że jeśli ktoś śledzi temat tak jak ja, czyli ktoś, kto nie zna komiksów, ale widział wszystkie produkcje Marvel Cinematic Universe, jest właśnie tą masową widownią. Na to filmowe uniwersum składa się już ponad dwadzieścia filmów. Sądzę, że po tych dziesięciu latach na Koniec gry pójdą najwytrwalsi fani. Scen retrospekcji nie nazwałbym zbędnymi. Na pewno nie jestem jedynym kinomaniakiem, który przed finałem 3. fazy obejrzy jeszcze raz wszystkie filmy Marvel Studios. Ale jest pewnie jakiś odsetek widowni, który mógł już to i owo zapomnieć.

DF: Nie twierdzę, że źle, bo to sprawa poboczna. Opisuje tylko moje odczucia względem całości. To dobry sposób na promocję Kapitan Marvel, ale nic nie poradzę na to, że nie czułem emocji, jak przy poprzednich zapowiedziach Avengers, czy wielu innych filmów Marvela. Nie było tej petardy, jak w Thor: Ragnarok, nie było poczucia zagrożenia jak w przypadku Avengers: Wojna bez granic. Dostałem powtórkę z rozrywki, a właściwie z zapowiedzi. Pod względem emocji niemal to samo, co przy trailerze z Super Bowl. Pod względem scen również nas nie obłaskawiono wieloma świeżynkami. Powtarzalność nieco mnie zgasiła.

Rozumiem, że bohaterzy są smutni, bo nagle zniknęła połowa rozumnego wszechświata. Ale jak długo można jechać na smutku. Przecież dobrze wiesz, że ten film nie będzie obracał się wyłącznie wokół łez i kwaśnych min. To będzie również akcja, to będą nowe postacie, to będzie coś większego – mam nadzieję – niż Wojna bez granic. Chciałem to poczuć. Niestety tego nie poczułem. Co oczywiście jest bardzo subiektywnym odbiorem, bo chociaż zwiastun to dwie minuty marketingu, to również proces twórczy, który finalnie może, ale nie musi się podobać. Ja go odebrałem jako – powtórzę się – nową wersję poprzedniego zwiastuna, podrasowaną retrospekcjami i z Kapitan Marvel. Nic ponadto.

Co do retrospekcji to może ktoś ich potrzebuje. Pewnie kogoś jarają. Jednak moim zdaniem czas na zajmujące niemal połowę zwiastuna sceny powtórkowe, można było wypełnić o wiele lepiej. I stąd moja spekulacja, że jeszcze dostaniemy zwiastun, który pokocham. Bohaterzy będą na nim nie tylko płakali, ale i zaczną się tłuc ostro po mordach. To uniwersum potrzebuje akcji, epickości, emocji i humoru. Podwójna dawka tego trzeciego wręcz nawołuje, żeby zachęcić masową widownię całą resztą. Bo masowa widownia to nie są sami fani baśni podtytułem Marvel Cinematic Universe, którzy pójdą na film tak czy inaczej. Tych ludzi trzeba zachęcić czymś, co znają i lubią. Ja na film pójdę tak czy owak. Reszta potrzebuje wybuchów.

Ty laiku!

WL: Zgoda i zgoda. Te materiały, póki co wyglądają jak przystawki przed daniem głównym, którym będzie ostateczny zwiastun, tuż przed premierą.

Wydaje mi się, że piszesz z perspektywy komiksowego laika, takiego jak ja. Takich fanów Marvel Cinematic Universe ma pewnie całkiem sporo. Nie znam komiksów i nie znam całego kontekstu historii poza tym filmowym, ale jaram się trochę na zapas, bo myślę też o tym, czego w zwiastunach nie pokazali. Czy wszyscy pozostali przy życiu herosi w tym epickim ujęciu pochodzą z tej samej płaszczyzny czasowej? Białe skafandry prawdopodobnie służą do wejścia w Wymiar kwantowy. Czy już tam będąc, Earth Mightiest Heroes celowo dadzą się wciągnąć w wir czasowy? Byłoby prościej z Kamieniem czasu, ale wtedy byłoby za łatwo. Wiemy, że pstryknięcie Thanosa zniszczyło połowę wszystkich istot rozumnych w całym wszechświecie. Nie jest powiedziane, że z powierzchni naszego globu zniknęło równe 50% populacji. Równie dobrze mogło to być 30%, jak i 60%. Dotychczasowe materiały nie pokazują wiele, ale moim zdaniem czuć stawkę, o jaką walczą Mściciele.

DF: Niekoniecznie. Czytam komiksy Marvela od grubo ponad 20 lat i zapędziłem się nawet w rejony tak odległe, jak początki Sun Girl, której przygód nadal nie skompletowałem. To nie jest kwestia znajomości czy nieznajomości komiksów. To jest wyłącznie kwestia odbioru zwiastuna. Zwiastuna, który ma niewiele wspólnego z historiami komiksowymi. Umówmy się, co do tego, że nawet filmy Marvela coraz częściej nie mają z nimi wiele wspólnego. To nic złego. Jednak trzeba podkreślić, że pomysły z nich zaczerpnięte są jedynie punktami wyjściowymi. Kiedy patrzę na Kapitan Marvel, zmiany w Ant-Manie, filmową wersję Wojny bohaterów, czy zupełnie nowy origin story Petera Parkera w Marvel Cinematic Universe – to widzę, iż materiał źródłowy coraz bardziej rozjeżdża się z tym, co znamy z komiksów.

I teraz przechodzimy do spekulacji, których nie lubię. Jedyne, czego jestem niemal pewien to, że w jakiś sposób zagrają z czasem. Nie mam pojęcia jak oraz czym to całe zamieszanie się skończy. Nawet nie jestem pewien, czy to Thanos będzie wielkim złym w tym filmie. Bo jeśli do głosu dojdą podróże w czasie, a Thanos nie ma się najlepiej, rękawica jest zniszczona, to kto wie, może zobaczymy Kanga.

Tak naprawdę bohaterzy przegrali niemal tyle, ile się tylko dało przegrać. Być może nawet ta linia czasowa jest już nie do odratowania. Kto wie. Może spróbują uratować inną przed tym samym losem. Z drugiej strony, jaki jest sens ratowania nieskończonej liczby alternatywnych wszechświatów. Jeśli przyjąć, że po każdej ingerencji w linię czasową tworzy się nową rzeczywistość, więc i wszechświat… Nie mam pojęcia, co się wydarzy. Na razie tylko wiem, że są smutni, ale nie chcą siedzieć z założonymi rękami.

A jeśli chodzi o procenty, to niewiele zmienia, czy to była połowa ludzkości (patrząc na wyświetlacz, przed którym stoi Steve w zwiastunie, połowa jest więcej niż pewna). Przy takich stratach ludzkość jest zdewastowana tak czy inaczej.

Tutaj chodzi o hype.

WL: Znowu przyznam Ci rację, ale spekulacje na własną rękę według mnie nie są takie złe, bo podsycają ciekawość i hype. Z drugiej strony Marvel Cinematic Universe aż tak tego nie potrzebuje. Przez dziesięć lat wyrobili sobie renomę i gros ludzi pójdzie na nowy film Marvela niezależnie od reklam i kampanii marketingowej.

DF: Nie lubię spekulować, bo twórcy niemal zawsze mnie zaskakują w filmach, a fanowskie teorie rzadko się sprawdzają. I o ile jeszcze czasami fajnie jest spekulować samemu dla siebie, to czytanie sieciowych nonsensów dawno mnie znudziło. Masz rację, że to tworzy hype, ale ja jestem chronicznie zajęty, znudzony i zbyt zabiegany, żeby znowu weń wejść od tej strony.

Co odwala fryzjer Marvela?!?

WL: Mimo to spekuluję dalej. Po stanie włosów Czarnej Wdowy można wywnioskować, że akcja będzie się rozgrywać w przynajmniej dwóch, a może nawet w trzech okresach. Jednak zawsze należy brać poprawkę na to, że Marvel może się trochę mijać z prawdą w zwiastunach najważniejszych filmów. Patrz Wojna bez granic i Hulk…

DF: Wyrwałeś mi to spod klawiszy. Tak naprawdę Marvel uwielbia robić nam Zonki w zwiastunach, czego doskonałym przykładem jest właśnie Hulk w zwiastunie Wojny bez granic. Dlatego nie przykładam do takich szczegółów większej wagi. Nie zastanawiam się tak bardzo nad tym, co nam pokazują, a bardziej nad tym, co ja bym pokazał, gdybym miał siłę sprawczą.

W gruncie rzeczy filmy Marvela to proste historie, opowiedziane z epickim zacięciem. Jeśli zaczną za bardzo mieszać, zatracą wyrobiony flow i działającą formułę. Tym samym mam nadzieję, że nie będą wiele kombinowali z czasem, ale i tak pokażą Kanga.

Dwie rzeczywistości bliskie orgazmu.

WL: Podzieliłeś się ze mną raczej mało prawdopodobną, ale ciekawą teorią. Po snappeningu rzeczywistość podzieliła się na dwie. W tej drugiej wszyscy zniknięci przez pstryknięcie żyją i mają się względnie dobrze. Po premierze Wojny bez granic bracia Russo podkreślali, że wszystkie postaci zabite w filmie nie powrócą. I o ile nie należy się spodziewać powrotu Lokiego czy Heimdalla, o tyle wszystkich obróconych w pył przez Rękawicę nieskończoności można przywrócić do życia. Na co liczę, bo świat bez Nicka Fury aka Samuel L. Jackson, będzie smutniejszym miejscem.

DF: Szanuję braci Russo i wszystkich z Marvela, ale oni uwielbiają nas wkręcać.

Ten pomysł to nie jest nic nowego. To raczej moja wesoła i dosyć luźna wariacja wokół sporego komiksowego eventu Secret Wars. Tutaj światy się nie kończą, ale wyobraź sobie sytuację, w której obserwowalibyśmy starych Avengers radzących sobie z problemem po jednej, oraz nowych, którzy próbują ogarnąć rzeczy po drugiej stronie lustra. Aż do wielkiego spotkania dwóch światów. To się raczej nie wydarzy, ale ze scenopisarskiego punktu widzenia to jest tak cholernie miodny pomysł, że robię się mokry!

Chwalipięta.

WL: Marvel bankowo ma niejednego asa w rękawie, o czym przekonamy się niebawem, bo już 25 kwietnia.

DF: Właśnie! A co później? Nie chcę się chwalić (a pewnie, że chcę!), ale przygotowałem przed pierwszymi donosami o nowych projektach, listę swoich pomysłów na przyszłość Marvel Cinematic Universe i muszę przyznać, że pośród nich znalazło się kilka trafień. Wśród których najbardziej spektakularne, czyli Eternals. Lista powstała jakoś niedługo po premierze Thora: Ragnarok. Dziś dopisałbym do niej one-shota o Thanosie. Takiego dłuższego. Wiem, iż z Wojny bez granic wypadło sporo materiału o nim, a fajnie byłoby poznać bliżej Szalonego Tytana, którego genezę i przemianę bardzo fajnie rozpisano kilka lat temu w solowym komiksie o jego przygodach, a właściwie dorastaniu oraz rodzącym się obłędzie.

Życie ciągle jest nowelą…

WL: Z nieco innej beczki, zwróciłeś uwagę na to, co mówi Cordery FX w swojej recenzji Kapitan Marvel? Skrulle na Ziemi stwarzają ogrom możliwości, jeśli idzie o scenopisarstwo. Zimowego Żołnierza ogląda się jak przycięty pod PG-13 thriller szpiegowski i bardzo lubię paranoiczny ton tego filmu. Obecność Skrulli między ziemianami daje spore pole manewru w stronę podobnych historii. Do tego Marvel znowu ma prawa filmowe do wszystkich swoich postaci. Kevin Feige zapowiedział kilka nowych projektów. To tak w ramach odpowiedzi na pytanie, co później? Zaś co do Thanosa – póki co najbardziej nurtuje mnie kwestia, czy Mściciele będą próbowali go znaleźć i ukarać, czy też film skupi się na odkręcaniu efektu snappeningu. Nie mogę się doczekać tego wszystkiego!

DF: Hmmm… Co im da pobicie Thanosa? Gdyby miał coś, czego potrzebują to pewnie, bić trzeba. W innym wypadku to strata czasu i należy skupić się na odkręceniu rzeczy, minimalizowaniu strat lub ogarnięciu innego zagrożenia.

W tym filmowym świecie możliwości jest bezliku. I trzeba jeszcze przypomnieć Quentinowi Tarantino o jego niewydarzonej adaptacji Luka Cage’a. To się nigdy nie wydarzy, bo ciężko zderzyć się z jego wizjonerstwem i stylem, ale byłoby miło.

Nie zapomnij polubić nas na Facebooku i dodać do RSS lub bezpośrednio na Feedly. Jesteśmy też na Twitterze i Wykopie. Możesz również wesprzeć nas przez PayPal i zadać pytanie!

netflix polska straty oszukać okres próbny

Polacy mogli oszukać Netflix na przynajmniej 20 milionów złotych rocznie

to my box office

Box Office: To my pokonało Kapitan Marvel [USA, weekend 12/2019]